BIBUŁKI MATUJĄCE DO TWARZY NOVACLEAR OIL ABSORBING TISSUES.

BIBUŁKI MATUJĄCE DO TWARZY NOVACLEAR OIL ABSORBING TISSUES.
W dzisiejszy wpisie przedstawię Wam kosmetyczny gadżet, o którym nie zapominam  w okresie letnim. Dobrze jest mieć go w torebce, bo zapewnia szybki efekt matowej i świeżej skóry. Jeśli posiadacie cerę tłustą lub mieszaną, to koniecznie przejdźcie do dalszej części wpisu, serdecznie zapraszam.


Doskonale wiem, że  przypadku skóry tłustej i mieszanej, często nie wystarczy sama poprawka makijażu w ciągu dnia, czyli przypudrowanie problematycznej strefy T. Szczególnie latem, kiedy to słońce i co za tym idzie upał, dają o sobie znać naszej cerze i za nic nie pomaga matujący podkład czy krem. Z pomocą przychodzą wtedy bibułki matujące, których głównych zadaniem jest usunięcie nadmiaru sebum i zmatowanie skóry. Produkt marki Novaclear jest przede wszystkim delikatny i skuteczny. Nie narusza makijażu i w przypadku mojej mieszanej cery nie zauważyłam nadmiernego wysuszenia.

Wystarczy wyjąć z płaskiego opakowania jedną sztukę i przyłożyć na kilka sekund do kłopotliwych miejsc na twarzy. Dopiero wtedy zabieram się za utrwalenie makijażu pudrem sypkim lub jeśli efekt mnie zadowala, odpuszczam aplikację nowej warstwy kosmetyku. Bibułki praktycznie nie zajmują miejsca w torebce, a dają świetny efekt świeżej i dobrze wyglądającej skóry. Najlepiej wspominam te z Inglota, Shiseido i moje ostatnie odkrycie czyli Novaclear, które znajdziecie między innymi tutaj - www.diagnosis.pl. 

Przyznam, że ograniczam ilość kosmetyków i rożnych rzeczy  w mojej torebce do minimum, ale nie sposób jest nie docenić pozytywnego działania bibułek matujących, które mimo niewielkich gabarytów, w szybki sposób matują i pomagają ujarzmić w ciągu dnia problematyczną cerę.

Jestem ciekawa czy używacie bibułek? 
Jeśli tak, to koniecznie polećcie mi Wasze ulubione :)

ULUBIONE DROGERYJNE BALSAMY DO CIAŁA: ISANA MLECZKO DO CIAŁA Z OLEJEM ARGANOWYM I OLEJEM MIGDAŁOWYM, NEUTROGENA ODŻYWCZA EMULSJA DO CIAŁA Z MALINĄ NORDYCKĄ.

ULUBIONE DROGERYJNE BALSAMY DO CIAŁA: ISANA MLECZKO DO CIAŁA Z OLEJEM ARGANOWYM I OLEJEM MIGDAŁOWYM, NEUTROGENA ODŻYWCZA EMULSJA DO CIAŁA Z MALINĄ NORDYCKĄ.
Balsamy, mleczka czy olejki do ciała, stanowią bazę mojej codziennej pielęgnacji. Przynajmniej raz dziennie stosuję tego typu nawilżacze, których głównym zadaniem jest odżywienie i nawilżenie skóry ciała. Wybieram kosmetyki kojące i niewywołujące podrażnień. Chętnie wracam do tych, które spełniają moje oczekiwania w stu procentach. Dziś przedstawię Wam dwa balsamy drogeryjne, które zdały egzamin pozytywnie i są godne polecenia. Serdecznie zapraszam do dalszego czytania. 


Isana mleczko do ciała z olejem arganowym i olejem migdałowym to nowość w drogerii Rossmann. Z doświadczenia wiem, że oba oleje służą mojej skórze, więc chętnie wrzuciłam do koszyka ten produkt, który dedykowany jest do skóry bardzo suchej. W jego składzie znajdziemy również masło shea i glicerynę. Mleczko zostało zamknięte w wygodnej, miękkiej tubie i posiada delikatną, łatwo rozprowadzającą się konsystencje, która momentalnie wchłania się w skórę.

Mleczko przede wszystkim świetnie nawilża i zmiękcza. Posiada przyjemny, delikatny zapach, który nie powinien podrażnić nawet wrażliwego nosa. Perfekcyjnie łagodzi podrażnienia i można je śmiało stosować od razu po depilacji. Dodatkowym atutem kosmetyku jest jego wydajność i cena, za 200ml zapłaciłam około 9zł. Mam nadzieję, że mleczko zagości na półkach Rossmanna na stałe, bo chętnie kupię kolejne opakowanie. Świetnie sprawdzi się także jako letni nawilżacz, bo solidnie dba o skórę i całkowicie się wchłania. Myślę, że to dobry znak, aby poznać inne kosmetyki tej marki.


Neutrogena odżywcza emulsja do ciała z maliną nordycką, to kosmetyk do którego chętnie co jakiś czas wracam. Tak jak w przypadku wyżej opisanego mleczka, dedykowana jest dla skóry suchej i wrażliwej. Podoba mi się specyficzny, orzeźwiający zapach emulsji i nietłusta, dobrze wchłaniająca się konsystencja. Produkt przyjemnie nawilża, odpowiednio odżywia i co najważniejsze nie wywołuje podrażnień. To co wyróżnia ten kosmetyk na tle innych to efekt na skórze, która po aplikacji wygląda po prostu zdrowo - mimo braku drobinek nazwać to można lekkim ,,glow''. Poziom nawilżenia skóry w moim odczuciu jest odrobinę mniejszy niż w przypadku mleczka Isany, ale wystarczający jeśli chodzi o poranną pielęgnację, do której przede wszystkim służy mi ta odżywcza emulsja z maliną nordycką.

Lżejsze nawilżacze w postaci balsamów i mleczek do ciała lubię stosować Wiosną i Latem, albo po prostu z samego rana, kiedy to nie mam czasu i najważniejszą zaletą obok samego działania, jest szybkie wchłanianie się produktu. Oba kosmetyki w tej roli sprawdzają się rewelacyjnie i absolutnie je Wam polecam. Jestem ciekawa Waszego zdania na temat tych produktów. A może polecicie mi inne, godne uwagi kosmetyki tych marek? :)

Emulsja do twarzy Avene Tolérance Extrême Emulsion.

Emulsja do twarzy Avene Tolérance Extrême Emulsion.
Kosmetyki marki Avene należą do grupy moich specjalistycznych ulubieńców. Uwielbiam ich wodę termalną, klasyczny żel oczyszczający i lekkie kremy nawilżające. Dziś przedstawię Wam emulsję do twarzy, która dedykowana jest do skóry nadwrażliwej i suchej. Serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu.


Przyznam, że ufam tej marce i jeśli tylko spotykam aktualną promocję na ich produkty, to chętnie sięgam po nieznane mi nowości, dlatego tym razem postanowiłam sprawdzić lekką emulsję do twarzy. Nad morzem jest chłodno i mroźno, a moja wrażliwa i mieszana cera w taką pogodę potrzebuje absolutnego ukojenia i nawilżenia. Wybrałam ten kosmetyk ze względu na jego wysoką tolerancję, kojące działanie oraz delikatną konsystencję, która dość szybko wchłania się. Dzięki temu produkt śmiało stosuję zarówno na dzień, jako bazę pod podkład i na noc, jako odżywczo - nawilżający krem do twarzy. W obydwu rolach emulsja od Avene radzi sobie wyśmienicie. 

Od razu po aplikacji czuć przyjemne ukojenie i łagodzenie, dzięki zawartości wody termalnej. Skóra twarzy po wklepaniu emulsji jest gładka i delikatna, ale nie ma mowy o lepiącej czy tłustej warstwie, która w przypadku mojej mieszanej cery jest niewskazana. Podoba mi się jednoczesny efekt optymalnego nawilżenia i zniwelowania drobnych podrażnień, wywołanych na przykład zmienną temperaturą. Emulsja trzyma w ryzach moją dość problematyczną skórę, dzięki czemu mogę czuć się komfortowo przez cały dzień.

Dla zainteresowanych składnikami aktywnymi produktu, oto i one: AVENE THERMAL SPRING WATER (AVENE AQUA), SQUALANE, BEHENYL ALCOHOL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, GLYCERIN, SODIUM ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER, WATER (AQUA).


Polecam ten kosmetyk szczególnie osobom posiadających skórę nadwrażliwą, która przede wszystkim potrzebuje zapewnienia równowagi i optymalnego komfortu przez cały dzień i noc. Emulsja świetnie nawilża, więc polubią ją cery suche, a także mieszane, bo nie powoduje nadmiernego śmiecenia się czy zapychania skóry. Idealnie współpracuje z podkładem, więc nic się nie roluje i nie waży. Podsumowując to kolejny bardzo dobry produkt marki Avene, który zasługuje na najwyższą notę i absolutnie należy do grona moich ulubieńców.

Jestem ciekawa czy lubicie kosmetyki Avene? 
Który produkt tej marki możecie mi polecić? :)

MATRIX BIOLAGE: SZAMPON NAWILŻAJĄCY I MASKA NAWILŻAJĄCA HYDRASOURCE.

MATRIX BIOLAGE: SZAMPON NAWILŻAJĄCY I MASKA NAWILŻAJĄCA HYDRASOURCE.
Matrix Biolage to profesjonalne kosmetyki do pielęgnacji włosów, dostępne w salonach fryzjerskich od 1990 roku. Produkty łączą w sobie ekstrakty roślinne i innowacyjne technologie, a ponadto dedykowane są dla różnych rodzajów włosów. Wybrałam linię nawilżającą, bo wydała mi się najbardziej ciekawa i odpowiednia dla mojego aktualnego stanu włosów. Jeśli jesteście ciekawi jak ten duet sprawdził się, to serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu.


Opakowania kosmetyków prezentują się naprawdę pięknie. Wpisują się w moją estetykę w stu procentach, a ich biała kolorystyka, jedynie muśnięta kolorem nadaje im profesjonalny wygląd. Jednak to działanie produktów jest tutaj najistotniejsze. Zacznę od Szamponu HYDRASOURCE, który dedykowany jest dla włosów puszących się, z rozdwojonymi końcówkami oraz brakiem połysku. Inspiracją w jego stworzeniu były rośliny aloesu, a głównym zadaniem jest pomoc w nawilżeniu kosmetyków. 

Szampon posiada lekko przezroczystą konsystencję, która rewelacyjnie pieni się i delikatny, przyjemny zapach. Rozprowadza się na wilgotnych włosach bardzo sprawnie, a masaż skóry głowy jest czystą przyjemnością. Jeśli chodzi o działanie, to szampon świetnie oczyszcza, odświeża i jednocześnie nie wysusza włosów. Zniwelował u mnie lekkie podrażnieniu skalpu, które wystąpiło po mojej ostatniej przygodzie z szamponem Biosilk, dlatego tym bardziej jestem zachwycona tym skutecznym i jednocześnie delikatnym kosmetykiem. Warto dodać, że w składzie szamponu nie ma parabenów. Mam to szczęście, że w moim mieście otworzyli fajny sklep z profesjonalnymi kosmetykami do włosów, więc odchodzą mi koszty wysyłki. Szczerze polecam Wam ten produkt, bo to jeden z lepszych szamponów, jaki miałam okazję używać. 


Dopełnieniem duetu jest Maska Biolage HYDRASOURCE, która dzięki naturalnym składnikom w swoim składzie, między innymi zawartością żeń-szenia, nawilża suche włosy i zapewnia ochronę przed wolnymi rodnikami. Znajdziemy w niej także rozmaryn, który dba o skórę głowy i aktywne cząsteczki regenerujące powierzchnię włosa. Absolutnie podpisuję się pod wszystkimi zaletami tego kosmetyku. Na mojej średniej długości włosy, nakładam niewielką ilość maski, której treściwa konsystencja idealnie pokrywa wszystkie kosmyki od połowy, aż po same końce. Po delikatnym ,,wcieraniu'' - masażu, spłukuję produkt po około 5 minutach. Taki czas w zupełności wystarczy, aby maska optymalnie zadziałała i sprawiła, że włosy będą odpowiednio nawilżone i zdyscyplinowane. 

Zauważyć także można działanie pielęgnacyjne na skórę głowy i brak obciążenia, przez co włosy zachowują dłużej swoją świeżość. Już w trakcie schnięcia kosmetyków, są one sypkie, bardziej podatne na układanie i cudownie zregenerowane. Czy ta maska to ideał? Jeśli o mnie chodzi, to z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że tak. To jak działa na strukturę włosa i jednocześnie na skórę głowy, stawia ją obecnie na pierwszym miejscu wśród sprawdzonych przeze mnie nawilżających masek do włosów. Pojemność 150ml nie wydaje się duża, ale na szczęście jest to produkt wydajny i absolutnie warty swojej ceny. Maska tak samo jak w przypadku szamponu, nie posiada parabenów.

Uwielbiam oba produkty i na pewno sprawdzę inne propozycje z tej linii, między innymi nawilżającą mgiełkę do włosów.  Jestem ciekawa czy znacie produkty Matrix Biolage? 
Która linia należy do Waszych ulubionych? :)

BIELENDA ROSE CARE: KOJĄCA WODA RÓŻANA, NAWILŻAJĄCY KREM RÓŻANY, SERUM RÓŻANE.

BIELENDA ROSE CARE: KOJĄCA WODA RÓŻANA, NAWILŻAJĄCY KREM RÓŻANY, SERUM RÓŻANE.
Moja krótka nieobecność związana była z przeprowadzką, a jak wiadomo potrafi to trochę trwać i niestety ,,zjeść'' sporo czasu i energii. Na szczęście wszystko przebiegło zgodnie z planem i już mogę ponownie wrócić do żywych. Pierwszy wpis w miesiącu Lutym, dotyczyć będzie kojącej linii marki Bielenda. Sami zobaczcie jak prezentują się kosmetyki Rose Care do codziennej pielęgnacji twarzy, oczywiście zapraszam do dalszego czytania.


Od jakiegoś czasu unikam toników i mleczek do wstępnego demakijażu. Wybieram za to skuteczne wody micelarne i to właśnie one towarzyszą mi w codziennej pielęgnacji. Posiadam cerę nadwrażliwą, która potrafi na wiele kosmetyków reagować zaczerwienieniem, dlatego niechętnie sprawdzam nowości kosmetyczne. Jeśli chodzi o produkty wzbogacone wodą różaną, to bywa u mnie z nimi różnie. Źle wspominam pewien apteczny krem, który zamiast koić, zafundował mi zaognioną i podrażnioną skórę. Na szczęście w przypadku kojącej Wody Różanej 3w1 marki Bielenda nic takiego nie miało miejsca. Na plus zaliczam ładny zapach i skuteczność, bez konieczności nadmiernego pocierania skóry. Na co dzień preferuję delikatny makijaż i właśnie z takim woda radzi sobie naprawdę świetnie. Oczyszcza, tonizuje i odświeża. Zawiera w swoim składzie między innymi: wodę różaną, kwas hialuronowy i kompleks o działaniu Anti-Ox i Anti-Pollution. Podsumowując czy jestem z niej zadowolona? Jestem, bo sprawdziła się na mojej wrażliwej skórze, mimo, że z demakijażem oczu radzi sobie średnio. Jeśli szukacie delikatnej i kojącej wody różanej, to koniecznie przyjrzyjcie się bliżej propozycji marki Bielenda.


Kolejnym kosmetykiem z tej linii, jest Nawilżający Krem Różany, co do którego mam niestety mieszane odczucia. Lubię lekko-żelowe konsystencje, które zazwyczaj szybko wchłaniają się i sprawdzają jako zastępcza baza pod makijaż. Na pierwszy rzut oka ten produkt prezentował się atrakcyjnie, a na plus zaliczam delikatny, różany zapach i szklany słoiczek. W swoim składzie zawiera między innymi olejki z owoców róży, kwas hialuronowy oraz witaminę C+E. Mimo delikatnej konsystencji, trzeba poczekać kilka minut, aż całkowicie się wchłonie. Na szczęście nie pozostawia tłustej, ani lepiącej warstwy. Niestety nie mogłam sprawdzić jego działania pod makijażem, ponieważ wywołał u mnie nadmierne zaczerwienienie na twarzy i szybko musiałam go zmyć. Podsumowując nie jest to odpowiedni krem dla mnie. Szczególnie Zimą moja cera jest kapryśna i bardzo często nadmierne reaguje na ciepło i zimno, dlatego do jej pielęgnacji wybieram kremy bezzapachowe, o łagodnym składzie i niedługo na blogu pojawi się mój niekwestionowany faworyt. 

Ostatnim kosmetykiem z tej linii jest Multifazowe Serum Różane, którego konsystencja po wstrząśnięciu wypełniona jest po brzegi bąbelkami, wygląda to po prostu pięknie. Polecane jest szczególnie do stosowania na noc, na oczyszczoną skórę twarzy, szyi i dekoltu. Ma za zadanie idealnie nawilżyć i odżywić skórę, a przy okazji ukoić, dlatego polecane jest do skóry delikatnej i wrażliwej. Niestety tak jak w przypadku kremu, serum wywołało na mojej twarzy nadmierne ciepło i nieprzyjemne zaczerwienienie, którego absolutnie się wystrzegam. W związku z tym oddałam ten preparat koleżance, która uwielbia wszelkiego rodzaju eliksiry z pipetką i posiada cerę normalną. Z jej opinii wiem, że różane serum może spektakularnie nie nawilża, ale świetnie zmiękcza i wygładza skórę. Cieszę się, że chociaż ona jest zadowolona, bo tak właśnie z kosmetykami bywa - to co mogę polecić, niekoniecznie sprawdzi się u innych osób i na odwrót.

Jakiś czas temu wspominałam na blogu o świetnym kosmetykach do ciała marki Bielenda, wpis znajdziecie tutaj: LINK. Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o linii Rose Care, bo tylko kojąca Woda Różana sprawdziła się w moim przypadku.

Jestem ciekawa jak sprawdzają się u Was tego typu kosmetyki? 
Będę czekała na Wasze opinie i spostrzeżenia :)

Copyright © 2016 BeautyandChoice - blog kosmetyczny , Blogger