GLYSKINCARE MASKA DO WŁOSÓW Z OLEJKIEM MAKADAMIA I KERATYNĄ.

GLYSKINCARE MASKA DO WŁOSÓW Z OLEJKIEM MAKADAMIA I KERATYNĄ.
Kolejny wpis na blogu będzie dotyczył pielęgnacji włosów. Dziś przedstawię Wam maskę marki GlySkinCare, która nie tylko pięknie pachnie, ale też rewelacyjnie działa na moje włosy. Jeśli jesteście ciekawi szczegółowego opisu, to serdecznie zapraszam do dalszego czytania.


Lubię solidnie nawilżające maski włosów, chociaż ostatnio sprawdzają się u mnie także lżejsze odżywki. Przyznam, że przez długi czas unikałam kosmetyków z dodatkiem keratyny, która będąc jednym z głównych składników sprawiała, że moje włosy były matowe i trudne do ułożenia. W przypadku maski GlySkinCare skład jest na tyle zrównoważony, że postanowiłam sprawdzić ten kosmetyk osobiście.

Maska zawiera w swoim składzie naturalny olej makadamia, keratynę, białko pszeniczne, witaminę E, aloes oraz pantenol. Konsystencja kosmetyku jest gęsta i treściwa, określiłabym ją jako budyniową, dzięki czemu jest to produkt wydajny. Zawsze nakładam maskę od połowy włosów, aż po same końce i spłukuję po 15-20 minutach. Już podczas tej czynności czuć przyjemną miękkość kosmyków, które po wysuszeniu są nawilżone, sypkie i gładkie. Ten odpowiedni poziom odżywienia sprawił, że po raz pierwszy od dawna nie skusiłam się na wykończenie fryzury olejkiem, bo i bez niego prezentowały się ładnie i zdrowo. Przyznam, że maska z olejem makadamia i keratyną zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie, bo już dawno żaden kosmetyk tak dobrze nie działał na moje włosy. Produkt znajdziecie między innymi na tej stronie: www.diagnosis.pl.


Moje włosy lubią olej makadamia, a ja uwielbiam kosmetyki z dodatkiem naturalnych olejów, które świetnie sprawdzają się na włosach suchych i zniszczonych, fundując im niemałą metamorfozę. Maska GlySkinCare z olejem makadamia i keratyną okazała się strzałem w dziesiątkę. Podoba mi się w niej właściwie wszystko, bo działa tak jak powinna, ładnie pachnie i wygodnie aplikuje. Opakowanie o pojemności 300ml starczy mi na długi czas i szczerze polecam Wam ten produkt. Jeśli Wasze włosy potrzebują mocnego nawilżenia, odbudowy i brak im miękkości oraz blasku, to ten kosmetyk jest idealną propozycją.
____________________

Korzystając z okazji życzę Wam Wesołych Świąt!
Aby ten magiczny czas był dla Was inspiracją do nowych wyzwań, rozwoju i postanowień. 
Dużo radości, uśmiechu i spokoju w gronie najbliższych osób.

MOJE SPOSOBY NA GŁADKIE I LŚNIĄCE WŁOSY.

MOJE SPOSOBY NA GŁADKIE I LŚNIĄCE WŁOSY.
Dawno temu, aby uzyskać efekt gładkich włosów, używałam po prostu prostownicy. Nie muszę chyba pisać o tym, jakie szkody wyrządziła, ponieważ była w obrocie kilka razy w tygodniu. Na szczęście te czasy minęły bezpowrotnie i obecnie nie tylko szczególnie dbam o włosy, ale też unikam stylizacji na gorąco, a jeśli już to pozwalam sobie na odstępstwa raz na jakiś czas. Z natury mam grube, wysokoporowate i puszące się włosy. Do ich ujarzmienia potrzebuję odpowiednich kosmetyków, a do wykończenia fryzury zbawiennych olejków wygładzających kosmyki. Dziś przedstawię Wam duet idealny, więc koniecznie przejdźcie do dalszej części wpisu, serdecznie zapraszam.


L'OREAL MYTHIC OIL COLOUR GLOW OIL
____________________

To jedyny olejek, który nie nudzi się moim włosom, mimo systematycznego stosowania. Zazwyczaj wybieraj wersję klasyczną, polecaną do każdego rodzaju włosów, ale tym razem postanowiłam sprawdzić olejek dedykowany dla włosów farbowanych. Jego skład oparty jest na naturalnych wyciągach z certyfikowanych olejków: siemienia lnianego i z żurawiny. Idealnie nadaje się do włosów uwrażliwionych, matowych, suchych i szorstkich w dotyku. 

Każda z dostępnych wersji różni się odrobinę składem, ale ładny zapach pozostaje ten sam. Zamknięty w szklanej, eleganckiej buteleczce olejek, można łatwo dozować za pomocą wygodnej pompki. Wystarczy jedno lub dwa naciśnięcia, aby dodatkowo odżywić wilgotne włosy lub ujarzmić niesforne, suche końcówki. Można go używać przed stylizacją, a także jako serum wykańczające fryzurę i zabezpieczające włosy. Mythic Oil pięknie nabłyszcza, rozświetla i subtelnie wygładza kosmyki, a umiejętnie aplikowany nie sprawi, że fryzura będzie brzydko oklapnięta. Osobiście najbardziej lubię go aplikować już na wysuszone włosy, efektem czego są miękkie i odpowiednio odżywione. Tym sposobem moja fryzura wygląda dobrze, bez użycia prostownicy. W kosmetyk zaopatruję się w pobliskim sklepie fryzjerskim, ale bez problemu dostępny jest w drogeriach internetowych. Mimo, że nie należy do najtańszych, to jest naprawdę wydajny i wart każdej wydanej złotówki. Szczerze Wam polecam ten produkt, bo absolutnie należy do moich ulubieńców. 


 LOREAL TECNI.ART DUAL STYLERS SLEEK & SWING ŻEL-KREM 
____________________

Krem-żel Sleek & Swing to produkt polecany dla grubych i niesfornych włosów, które wymagają ujarzmienia przy jednoczesnym zachowaniu naturalnego wyglądu. Ten kosmetyk to połączenie kremu i żelu. Pierwszy składnik odpowiada za efekt stylizacji, a drugi za ochronę włosów przed ciepłem i dodatkowo wspomaga długotrwałe wykończenie fryzury, niwelując efekt puszenia. Spodobało mi się takie podwójne działanie, bo mimo, że unikam prostownicy, to zdarza mi się podsuszać włosy lokówko-suszarką, oczywiście używając średniego nawiewu. Kosmetyk już na pierwszy rzut oka wygląda ciekawie. Wewnątrz opakowania dojrzeć można ukrytą tubkę z kremem, która otoczona jest bezbarwnym żelem. Z tyłu opakowania zaznaczone jest miejsce do naciśnięcia, aby wydobyć odpowiednie proporcje obu składników. Następnie należy je wymieszać w dłoniach i niewielką ilość nałożyć na wilgotne włosy. Końcowym efektem jest wysuszenie włosów suszarką lub tak jak w moim przypadku, jedynie podsuszenie wilgotnych kosmyków. Krem-żel najlepiej sprawdza się w sytuacjach, kiedy zależy mi na naprawdę gładkich włosach lub widzę, że pogoda na dworze może spłatać figla puszącym się kosmykom. To świetny produkt stylizacyjny, który w połączeniu na przykład z olejkiem Mythic Oil potrafi stworzyć efekt gładkich i lśniących włosów. Dodatkowo można użyć prostownicy, dla lepszego wygładzenia pasm. 


Oba kosmetyki sprawdzają się u mnie świetnie, nawet podczas kapryśnej, zimowej pogody. Olejek zapewnia moim włosom dodatkowe odżywienie i ochronę, a krem-żel doskonale wykańcza i wygładza pasma. Jeśli nie znacie tych produktów, to koniecznie przyjrzyjcie się im bliżej, bo naprawdę warto. 

Jestem ciekawa czy znacie olejek Mythic Oil? 
Która wersja jest Waszą ulubioną? :)

VICTORIA VYNN 109 SILVER SKYSCRAPER - MANICURE HYBRYDOWY.

VICTORIA VYNN 109 SILVER SKYSCRAPER - MANICURE HYBRYDOWY.
Manicure hybrydowy to oszczędność czasu, trwałość i ładny wygląd paznokci. Od dłuższego czasu wykonuję go sama w domu, a wszystko zaczęło się od kupienia zestawu startowego na allegro. Obecnie marka Victoria Vynn należy absolutnie do moich ulubionych, o czym już wcześniej wspominałam na blogu. Świetna kolorystyka, jakość i łatwość aplikacji - to główne atuty tych produktów. Dziś przedstawię Wam lakier, który rozświetli i ozdobi każdy bazowy kolor. Sami zobaczcie niżej jak pięknie prezentuje się, zapraszam.


Do wykonania manicure hybrydowego posłużył mi 3 stopniowy SYSTEM HYBRID, który utwardza się w lampie LED - 30 sekund lub UV - 120 sekund. Sama posiadam ledową i bardzo doceniam oszczędność czasu. Jeśli chodzi o produkty, to dzięki nim wykonamy trwałą, łatwo usuwalną stylizację - linia nie bez powodu nazywa się EASY REMOVAL, ponieważ możemy usunąć hybrydę za pomocą 7-10minutowego kompresu, bez konieczności piłowania. Jest polecana do naturalnej, delikatnej płytki paznokci. To co najbardziej podoba mi się w tych produktach, to płaski pędzelek, dzięki któremu sama aplikacja jest szybka i prosta. Można nim precyzyjnie pomalować całą płytkę, a struktura lakieru świetnie dopasuje się do paznokci. Na mojej dość delikatnej płytce manicure hybrydowy utrzymuje się w nienagannym stanie do 2 tygodni - mogłabym się pokusić o kilka dni więcej, ale nie lubię tak zwanych odrostów.


Krótki opis wykonania manicure hybrydowego
____________________

Krok 1 - przygotuj paznokcie, odtłuść płytkę płynem i nałóż HYBRID BASE, utwardź w lampie Led/UV
Krok 2 - nałóż 2 warstwy COLOR, utwardź każdą z nich w lampie Led/UV
Krok 3 - nałóż HYBRID TOP, utwardź w lampie Led/UV. Przemyj stylizację płynem CLEANSER FINISH MANICURE.


Po nałożeniu i utwardzeniu bazy, najpierw zaaplikowałam jedną warstwę lakieru 012 Simply Shy, o którym więcej można przeczytać w tym poście: LINK. Chciałam uzyskać efekt rozświetlonego manicure nude, który idealnie sprawdzi się zarówno na długiej jak i krótkiej płytce, lub po prostu ożywi efekt końcowy każdej stylizacji, dzięki swoim przepięknym drobinkom.

Jestem ciekawa czy podoba Wam się taki manicure? 
Znacie lakiery hybrydowe marki Victoria Vynn? :)

BIELENDA - PEELING CUKROWY DO CIAŁA UJĘDRNIAJĄCY I WITAMINOWY OLEJEK POD PRYSZNIC Z MIKROKAPSUŁKAMI UJĘDRNIAJĄCY.

BIELENDA - PEELING CUKROWY DO CIAŁA UJĘDRNIAJĄCY I WITAMINOWY OLEJEK POD PRYSZNIC Z MIKROKAPSUŁKAMI UJĘDRNIAJĄCY.
Kosmetyki marki Bielenda do tej pory praktycznie nie gościły na blogu. Przyznam, że bywało  z nimi różnie i stąd też wynika moje słabe zainteresowanie nowościami. Czas jednak zrobił swoje i kiedy skończył mi się peeling do ciała, moją uwagę w drogerii przyciągnął ten soczyście różowy zestaw. Jeśli jesteście ciekawi jak sprawdziły się oba produkty, to serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu.


TWOJA PIELĘGNACJA Peeling cukrowy do ciała UJĘDRNIAJĄCY
____________________

Kosmetyk posiada ładny, kwiatowy zapach i duże drobinki ścierające. Jego nietłusta konsystencja bardzo łatwo aplikuje się na wilgotną skórę, a sam peeling skutecznie usuwa martwy naskórek, świetnie wygładza i zmiękcza.W składzie znajdziemy między innymi proteiny jedwabiu, które mają za zadanie poprawić kondycję i chronić skórę przed wysuszeniem. Co istotne peeling nie podrażnia, ani nie wysusza. Sprawia za to, że skóra ciała lepiej wchłania kosmetyki nawilżające i zyskuje ,,nowy'' lepszy wygląd. Jest to produkt odpowiedni dla każdego rodzaju skóry, w tym także wrażliwej.

Osobiście bardziej wolę peelingi cukrowe od solnych, bo sprawdzają się u mnie zdecydowanie lepiej. Zazwyczaj stawiam na mocniejsze zdzieraki i ten kosmetyk jak najbardziej przypadł mi do gustu. Jest wydajny, posiada wygodne opakowanie w tubie i przede wszystkim spełnia swoją rolę w stu procentach. Tym razem produkt marki Bielenda zaskoczył mnie pozytywnie i chętnie sprawdzę inne wersje zapachowe.


TWOJA PIELĘGNACJA Witaminowy olejek pod prysznic z mikrokapsułkami UJĘDRNIAJĄCY
____________________

Szczególnie Zimą lubię sięgać po olejki pod prysznic czy do kąpieli. Wersja z mikrokapsułkami wydała mi się ciekawa i warta sprawdzenia. Oczywiście tak jak w przypadku peelingu, mamy tutaj ładny, kwiatowy zapach i faktycznie oleistą konsystencję, która fajnie rozprowadza się na lekko wilgotnej skórze, tworząc praktycznie niewidoczną piankę. Witaminowy olejek pod prysznic posiada w swojej formule delikatne drobinki, które przyjemnie masują i dobrze oczyszczają skórę. W składzie znajdziemy między innymi Witaminę E i proteiny jedwabiu.

Jeśli chodzi o działanie ujędrniające w tego typu kosmetykach, to jak wiadomo wszelkiego rodzaju masaże działają pobudzająco na naszą skórę i są wskazane w przypadku utraty jędrności. Nie jest to na pewno spektakularne działanie, ale warto zadbać o odpowiednio dobraną pielęgnację i wtedy na pewno zauważymy pozytywne efekty. Oba produkty świetnie sprawdzą się w domowym SPA i na pewno rozluźnią nie jedną z Was, jeśli lubicie takie kwiatowe zapachy, z nutą pięknej magnolii. Kosmetyki nie podrażniły i nie wysuszyły mojej skóry. W obu przypadkach chętnie sięgnę po kolejne opakowania.

Jestem ciekawa czy lubicie kosmetyki tej marki? 
A może ten soczyście różowy duet jest Wam dobrze znany? :)

PROPOZYCJE ŚWIĄTECZNYCH PREZENTÓW.

PROPOZYCJE ŚWIĄTECZNYCH PREZENTÓW.
Jeśli ktoś z Was nie ma jeszcze pomysłu na prezent, to mam nadzieję, że ten post podsunie kilka propozycji. Najważniejsze, aby podarunek był trafiony i w guście osoby obdarowywanej. Sami zobaczcie co wybrałam dla Niej i dla Niego, oczywiście zapraszam do dalszego czytania.
1. Planner Paperdot 2. Portfel Medium Paulina Schaedel 3. Bransoletka z zawieszką YES 4. Luźna czapka FemeStage 5. Torebka Parfois 6. Perfum Jimmy Choo 7. Szalik H&M 8. Kuferek na biżuterię Monnari 


1. Woda toaletowa Jimmy Choo Man 2. Komin H&M 3. Portfel 4. Zegarek 5. Słuchawki do biegania 6. Pasek 7. Zimowy sweter


Jak widać powyższe propozycje to same klasyki. Kolor, fason, marka to zależy od upodobań danej osoby i naszego budżetu. Moje prezenty są już w pełni skompletowane. W tym roku poszło mi to naprawdę sprawnie mimo, że tak naprawdę zaczęłam rozglądać się za nimi dwa tygodnie temu. Największą frajdę sprawia mi uśmiech osoby obdarowanej i to bez znaczenia czy prezent kosztował dziesięć czy kilkaset złotych, bo najbliższe osoby doceniają nasze staranie, a nie wartość prezentu i o tym należy przede wszystkim pamiętać :) Jestem ciekawa jak Wasze szaleństwa prezentowe? Wszystko już kupione, czy dopiero na etapie kompletowania? Serdecznie pozdrawiam :)

MÓJ CODZIENNY MAKIJAŻ - KOSMETYKI.

MÓJ CODZIENNY MAKIJAŻ - KOSMETYKI.
Postów odnośnie makijaży brak na blogu, a przyczyna jest prozaiczna - praktycznie każdy mój make up wygląda tak samo. Mało kiedy eksperymentuję, a jeśli już to przeważnie są to mocniejsze akcenty na ustach. Z rana mam niewiele czasu i dzięki minimalizmowi, cały makijaż zajmuje mi pięć minut i to wcale nie jest żart. Zresztą jak same niżej zobaczycie, kosmetyków używam naprawdę niewiele. Oczywiście zapraszam do dalszego czytania.


MAKIJAŻ TWARZY
____________

Bazy pod makijaż z reguły nie sprawdzają, w przypadku mojej wrażliwej cery. Stawiam za to na lekkie kremy nawilżające i w tej roli świetnie sprawdza się na przykład lekki krem-żel Dermedic, albo Avene Hydrance, którego zużyłam już kilka opakowań i na pewno będę do niego systematycznie wracać, bo to absolutnie mój kosmetyczny ulubieniec. 

Po wklepaniu nawilżacza, czekam kilka minut i nakładam podkład korygujący Avene w odcieniu numer 2, który jest ładnym, jasnym beżem, z przewagą żółtych tonów. Czytałam opinie, że podkład słabo kryje, jednak mimo, że mam naprawdę wiele do zatuszowania (blizny potrądzikowe, przebarwienia, naczynka) to radzi sobie bardzo dobrze, tym bardziej, że stopień krycia można stopniować. Przede wszystkim perfekcyjnie ujednolica, nie zapycha i nie podrażnia. Nie ma tutaj mowy o efekcie tak zwanej maski czy podrażnienia skóry. Podkład świetnie wygładza, zmniejsza widoczność porów i mam wrażenie, że pielęgnuje skórę, która przez cały dzień jest przyjemnie ukojona i odpowiednio nawilżona. Istotne jest także to, że nie powoduje on żadnych nowych niespodzianek na twarzy. Ważne jest tutaj odpowiednie utrwalenie pudrem sypkim, który zapewni trwałość makijażu przez większość dnia, a pierwszą poprawkę wykonuję po upływie 5-6 godzin i tutaj świetnie sprawdzają się bibułki matujące Wibo. Czas ten jest naprawdę zadowalający, zważywszy na moją mieszaną i kapryśną skórę. Czasami sięgam także po kultowy podkład Bourjois HM w odcieniu 51, który sprawdza się w przypadku lepszego dnia mojej cery, ale niestety szybkiej znika z twarzy. Kolejnym krokiem jest użycie miejscowo korektora i tutaj dobrze sprawdza się kamuflaż Catrice w odcieniu 010 Ivory. Na plus zaliczam dobrą pigmentację, trwałość i atrakcyjną cenę. 

Kolejnym krokiem jest aplikacja za pomocą puszka lub pędzla odrobiny pudru sypkiego marki Inglot numer 14, to taki jasny beż, które fajnie dopasowuje się do odcienia twarzy, jednocześnie nie zmieniając koloru podkładu. Dawniej mocno matowiłam strefę T, ale ostatnio spodobał mi się taki delikatny efekt rozświetlenia twarzy, więc zmieniłam taktykę, na im mniej tym lepiej. Ostatnim elementem w przypadku upiększania cery jest Bronzing Stone wypiekany puder brązujący, który dodatkowo wygładza i wykańcza cały make up. Stosuję go głównie do lekkiego wymodelowania policzków. Podoba mi się jego aksamitna konsystencja, która z łatwością dopasowuje się do każdego typu i koloru skóry. Warto zaznaczyć, iż jest to kosmetyk trwały, dobrej jakości i absolutnie wart swojej ceny. Stopień krycia można dowolnie stopniować i polecam go wszystkim osobom, także tym dopiero zaczynającym swoją przygodę z kosmetykami brązującymi do twarzy.


MAKIJAŻ OCZU
_________

Mój makijaż oczu to właściwie jedynie pogrubiający tusz do rzęs i od czasu do czasu czarna kredka. Maskarę z Max Factor 2000 Calorie Dramatic Volume znam od wielu lat i cały czas jestem z niej zadowolona. Odpowiednio pogrubia, delikatnie wydłuża i estetycznie rozdziela rzęsy. Wybieram zawsze kolor czarny, ponieważ moje naturalne rzęsy są dość ciemne. Na pewno można tym kosmetykiem uzyskać bardziej wyraziste spojrzenie, które osobiście preferuję jedynie na specjalne okazje. Polecić Wam także mogę świetne tusze marki Bourjois, którymi uzyskać można tak zwany efekt sztucznych rzęs. Jeśli chodzi o brwi, to podkreślam je i uzupełniam godną polecenia konturówką do brwi w żelu marki Inglot. Posiadam numer 12 i przyznam, że został idealnie dobrany przez makijażystkę w ich punkcie stacjonarnym. Jest to produkt przede wszystkim trwały i wydajny, którym w zależności od oczekiwanego efektu możemy podkreślić i wymodelować brwi.

MAKIJAŻ UST
_________

Ostatnim elementem makijażu jest pomadka i tutaj wybieram szminki w odcieniach nude, które podkreślają naturalny kolor ust. Lubię matowe i satynowe pomadki Bourjois, które są dość trwałe, ale potrafią lekko wysuszyć usta. Na szczęście na ratunek przychodzi mi peeling do ust Sylveco. Kolejną propozycją jest pomadka Provoke w kolorze 607 o nazwie Pink Nuance. Podoba mi się w tym produkcie matowe wykończenie, pigmentacja i przyzwoita trwałość. Na koniec zostawiłam mojego ulubieńca czyli satynową pomadkę MAC w odcieniu Faux, który jest typowym codziennym nudziakiem. Mam w planie zakup kolejnego koloru, tym razem wyrazistej fuksji, bo jestem zachwycona jakością, pigmentacją i trwałością tego kosmetyku. Możliwe, że stanę się wielbicielką kosmetyków tej marki, tym bardziej, że mogę je namacalnie obejrzeć w punkcie stacjonarnym. 

Właściwie wszystkie kosmetyki w moim makijażu codziennym zostały pokazane w tym wpisie. Oczywiście zmieniają się one zależnie od nowych odkryć czy zakupowych kaprysów, ale ich ilość nie zmienia się diametralnie. Czasami skuszę się na użycie eyelinera, kredki do ust lub rozświetlacza pod oczy. Jestem ciekawa jak wygląda Wasz codzienny makijaż? Będę czekała na  komentarze :)


    Zapraszam także na INSTAGRAM @beautyandchoice

TANIE I DOBRE KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW.

TANIE I DOBRE KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI WŁOSÓW.
Przykładam dużą wagę do pielęgnacji włosów, bo lubię gdy są zdrowe, błyszczące i dobrze wyglądają. Doskonale zdaję sobie sprawę jak trudno jest ujarzmić suche, puszące się i wysokoporowate kosmyki. Tak naprawdę każdy rodzaj włosach wymaga odpowiedniej i przemyślanej pielęgnacji, a każda z Nas boryka się z mniejszymi lub większymi problemami. Na szczęście jest wiele świetnych blogów, gdzie można znaleźć porady i odkryć perełki kosmetyczne. W dzisiejszym wpisie pokażę Wam tanie, sprawdzone i godne polecenia kosmetyki, które sprawdziły się na moich wymagających i suchych włosach. Oczywiście zapraszam do dalszego czytania.


Kosmetyki do włosów marki Ziaja do tej pory nie zachwycały mnie, dlatego w pewnym sensie unikałam ich nowości rynkowych i pewnie gdyby nie były wyeksponowane na środku sklepu, to przez długi czas nie poznałabym ich dobroczynnego działania. Wybrałam Satynowe Serum Wygładzające i Skoncentrowaną maskę, które są częścią kuracji olejkiem arganowym i tsubaki.

Satynowe serum można stosować zarówno na suche jak i wilgotne włosy. Jeśli chodzi o działanie, to oprócz pięknego zapachu i dość gęstej, olejkowej konsystencji świetnie wygładza i scala końcówki. Wystarczy niewielka ilość, aby idealnie wykończyć fryzurę i zniwelować efekt puszenia, bez dodatkowe obciążenia kosmyków. Serum wmasowane w wilgotne włosy ułatwia rozczesywanie i sprawia, że po wysuszeniu są one miękkie i lepiej odżywione. Przyznam, że w tej drugiej opcji radzi sobie lepiej niż sławny Mythic Oil, który jest o wiele droższy, ale także należy do moich ulubieńców, bo rewelacyjnie nabłyszcza i ogólnie odżywia wizualnie włosy. Wróćmy jednak do produktu Ziaji, który jest tani, wydajny i absolutnie godny polecenia. 

Kolejnym kosmetykiem z tej serii jest skoncentrowana maska wygładzająca, która również posiada przyjemny zapach i treściwą konsystencję. Na opakowaniu widnieje informacja odnośnie aplikacji na mokre włosy, jednak ja lubię delikatnie po nich przejechać ręcznikiem i dopiero wtedy zaaplikować maskę od połowy długości włosów aż po same końce. Pozostawiam produkt od 3 do 10 minut i tyle czasu w zupełności wystarczy, aby maska spełniła swoje zadanie. Jest na tyle nieobciążająca, że stosuję ją regularnie zamiast odżywki do włosów. Świetnie wygładza, odpowiednio nawilża i regeneruje, przynajmniej wizualnie zniszczone końcówki. Polecana jest dla włosów suchych, zniszczonych oraz po zabiegach fryzjerskich i myślę, że w przypadku takich włosów sprawdzi się najlepiej. Widziałam, że dostępne są też inne wersje, więc każda z Was znajdzie coś dla siebie. Jeśli chodzi o wspomnianą na opakowaniu ochronę termiczną, to naprawdę ciężko jest mi to zweryfikować, bo mało kiedy sięgam po prostownicę, czy gorący nawiew suszarki. 


Sporym odkryciem okazały się dla mnie szampony marki Barwa. Najpierw sprawdziłam Piwny Szampon, którego zużyte opakowanie powędrowało już do kosza, ale sprawdził się na tyle dobrze, że kupiłam szampon Lniany z kompleksem witamin. Szczerze mówiąc ciężko było mi uwierzyć, że szampony za 3zł mogą być aż tak dobre, dla zniszczonych i wymagających włosów. Wersja lniana naprawdę ładnie pachnie, świetnie pieni się i co najważniejsze solidnie oczyszcza włosy z wszelkich zanieczyszczeń. Zauważyłam, że moje kosmyki miały już dosyć szamponów z dodatkami w postaci olejków czy o kremowej konsystencji, dlatego zainteresowałam się produktami o prostym i naturalnym składzie. Oba kosmetyki nie podrażniają, nie wysuszają i dobrze działają na skórę głowy. Koniecznie rozejrzyjcie się za marką Barwa Naturalna, bo nie dość, że są tanie to również spełniają swoje zadanie w stu procentach.

Ostatnią pozycją w dzisiejszym wpisie jest naturalny Olej Makadamia 100% organic. Wystarczy zaledwie jedna kropelka, aby odżywić wysuszone końcówki włosów, oczywiście zachowując odpowiedni umiar, który ułatwia wygodna pompka. Obecnie stosuję głównie olejek przed myciem głowy, nakładam go na 2-3 godziny. Jest to produkt praktycznie bezzapachowy, który należy do moich ulubieńców, w kategorii naturalnych olejów do włosów wysokoporowatych. 

Jestem bardzo ciekawa, czy któryś z wyżej wymienionych kosmetyków jest Wam znany? 
Będę czekała na Wasze spostrzeżenia i opinie :)

OLEJEK Z PESTEK WINOGRON NACOMI.

OLEJEK Z PESTEK WINOGRON NACOMI.
Olej lniany, z avocado i pestek winogron to obecnie moje ulubione olejki pielęgnacyjne. Dwa pierwsze świetnie sprawdzają się w przypadku moich suchych włosów, aplikowane na kilka godzin przed myciem. W dzisiejszym poście przedstawię Wam ten ostatni, który odkryłam najpóźniej. Wybrałam produkt marki Nacomi, którą poznałam za sprawą świetnych peelingów do twarzy. Jeśli tak jak ja lubicie naturalne olejki to koniecznie czytajcie dalej, zapraszam.


Olejek z pestek winogron kupiłam w drogerii Hebe i przyznam że mało kiedy tam zaglądam, bo mam nie po drodze, jednak w żadnym innym miejscu nie widziałam kosmetyków marki Nacomi. Na stronie producenta dostępna jest wersja z wygodną pompką, której brakuje mi w moim egzemplarzu. Jeśli chodzi o dobroczynny skład to olej z pestek winogron posiada wysoki poziom nienasyconych kwasów tłuszczowych, jest bogatym źródłem witaminy E. Ponadto zawiera flawonoidy, witaminę A, B6, minerały oraz lecytynę. Produkt nadaje się do pielęgnacji skóry mieszanej i tłustej, dlatego też postanowiłam go osobiście sprawdzić. Podoba mi się, że jest praktycznie bezzapachowy. Mimo, że należy do tak zwanych lekkich olejów, to osobiście nie aplikuję go na całą twarz. Spróbowałam i niestety moja mieszana i wrażliwa cera była nadto obciążona, mimo że zachowałam umiar.

Olejek z pestek winogron świetnie zmiękcza, wygładza i rozjaśnia. Wystarczy zaledwie kropelka lub dwie, aby nawilżyć okolice oczu, powiek czy ust. Osobiście aplikuję - wklepuję go trzy razy w tygodniu, pod nawilżający krem pod oczy na noc. Zauważyłam, że taka zdwojona dawka regeneracyjna dobrze działa na wygląd mojej skóry, która wydaje się bardziej sprężysta i wypoczęta, a jako osoba zbliżająca się do trzydziestki, przykładam szczególną wagę do pielęgnację oprawy oczu.


Jest to kolejny naturalny olejek, który znalazł u mnie pozytywne zastosowanie. Szczególnie lubię go za efekt rozjaśnienia cieni i działanie pielęgnacyjne skóry wokół oczu, do której jest między innymi dedykowany. Jestem ciekawa czy znacie ten olejek? Jeśli tak, to co o nim sądzicie? A może zdradzicie mi swojego olejkowego ulubieńca do twarzy? :)

Copyright © 2016 BeautyandChoice - blog kosmetyczny , Blogger