DROGERYJNA PIELĘGNACJA: ISANA PEELING POD PRYSZNIC SÓL HIMALAJSKA, GARNIER WYGŁADZAJĄCE MLECZKO DO CIAŁA Z EKSTRAKTEM Z MANGO, FRUCTIS OIL REPAIR 3 BUTTER MASKA WZMACNIAJĄCA DO WŁOSÓW.

DROGERYJNA PIELĘGNACJA: ISANA PEELING POD PRYSZNIC SÓL HIMALAJSKA, GARNIER WYGŁADZAJĄCE MLECZKO DO CIAŁA Z EKSTRAKTEM Z MANGO, FRUCTIS OIL REPAIR 3 BUTTER MASKA WZMACNIAJĄCA DO WŁOSÓW.
Czasami jest tak, że kupujemy kosmetyk i oczekujemy efektu wow, a najgorszy jest moment ostatecznego rozczarowania. W przypadku dzisiejszych propozycji nie było oczekiwań, ale za to spotkało mnie pozytywne zaskoczenie, czyli to co lubię najbardziej. Poznajcie zatem fajną trójkę, którą spotkać możecie na drogeryjnych półkach. Zapraszam do dalszego czytania.


Z produktami Isana bywa u mnie różnie, a jeśli już po nie sięgam, to najczęściej wybieram kosmetyki do pielęgnacji ciała. Szczególnie lubię edycje limitowane, które kuszą nas swoimi kolorowymi opakowaniami. W przypadku peelingu pod prysznic Sól himalajska, decyzja zapadła spontanicznie - skusiła mnie atrakcyjna cena i chęć sprawdzenia tej nowości kosmetycznej, bo wcześniej nie widziałam jej na półce w Rossmannie. Kosmetyk zawiera w składzie jak sama nazwa wskazuje sól himalajską i perełki masujące z naturalnego pudru bambusowego. Dodatkowym atutem jest subtelny i przyjemny zapach, a także neutralne ph. Jest to delikatny zdzierak, który w kontakcie z wodą zamienia się w delikatną pianę. Właśnie takiego kosmetyku szukałam, który w przyjemny i szybki sposób oczyści skórę ciała. Myślę, że jest to świetna propozycja na Lato i chętnie wrócę po kolejne opakowanie, bo cena jest naprawdę kusząca, a działanie jak najbardziej zadowalające. Peeling robi to co powinien, czyli usuwa martwy naskórek i sprawia, że skóra jest gładka i miękka. 

Ostatnio postanowiłam ponownie sprawdzić mleczka do ciała firmy Garnier. Zaczęłam od czerwonego klasyka, który sprawdził się na tyle dobrze, że dałam szansę wersji z ekstraktem z mango. Kosmetyk ma piękny zapach i lekką, szybko wchłaniającą się konsystencję. Uwielbiam rozsmarowywać ten produkt na ciele, bo mogę to zrobić w sposób ekspresowy, na przykład rano, kiedy to śpieszę się do pracy. Upodobałam sobie szczególnie aplikację na dolne partie ciała, bo mleczko nie tylko koi i odżywia skórę, ale również wygładza i tym sposobem świetnie poprawia wygląd na przykład nóg. Poziom nawilżenia jest komfortowy przez cały dzień, ale ze względu na lekką formułę używam mleczka wyłącznie w ciągu dnia, a na noc stosuję solidniejsze nawilżacze. Nie wiem czy Garnier poprawił formuły kosmetyków, ale pamiętam, że dawniej nie byłam tak bardzo zadowolona z ich balsamów do ciała, a teraz nie mam im nic do zarzucenia. Jeśli szukacie lekkiego, szybko wchłaniającego się mleczka do codziennej pielęgnacji skóry, które dodatkowo pięknie pachnie, to koniecznie przyjrzyjcie się bliżej wersji wygładzającej z ekstraktem z mango.


Maska wzmacniająca Fructis Oil Repair 3 Butter zawiera olejek kokosowy, masło karite i odżywcze olejki z: jojoby, orzechów makadamia i migdałów. Opis brzmi naprawdę świetnie, ale jakie ma to odzwierciedlenie w praktyce? Na szczęście i w tym przypadku zostałam pozytywnie zaskoczona, a przyznam, że najczęściej zadowolona jestem z profesjonalnych kosmetyków do pielęgnacji włosów. Formuła produktu nie zawiera parabenów, za to wzbogacona została o witaminę B3, B6, ekstrakty z owoców i roślin. Kremowa konsystencja przyjemnie rozprowadza się na włosach i w moim przypadku wystarczy 10 minut dla optymalnego działania.

Maska poradziła sobie z moimi grubymi i puszącymi się kosmykami, sprawiając, że po aplikacji stały się niesamowicie zdyscyplinowane, gładkie i miękkie, a co za tym idzie bardziej lśniące. Efekt świetnego działania kosmetyku jest widoczny po zmyciu i wysuszeniu włosów, które lepiej się układają i wyglądają zdrowo. Maska absolutnie odżywia i co najważniejsze nadto nie obciąża włosów.  Podsumowując jestem bardzo zadowolona z działania tego kosmetyku, bo nie dość, że posiada atrakcyjną cenę, to jest bardzo wydajny. Dobre działanie maski to na pewno zasługa odpowiednio dobranych składników, które robią dobrą robotę na włosach suchych, matowych i puszących się, zapewniając im regenerację i odpowiedni poziom nawilżenia. Podczas kolejnej wizyty w drogerii muszę sprawdzić inne propozycje do włosów firmy Garnier, bo wcześniej zadowolona byłam jedynie z ich szamponów.



I to już wszystkie dzisiejsze propozycje, które szczerze Wam polecam. 
Jestem ciekawa czy je znacie? A może polecicie mi inne kosmetyki tych marek? 

Pozdrawiam
Patrycja

NAWILŻAJĄCY KREM NA DZIEŃ O LEKKIEJ KONSYSTENCJI, CZYLI VICHY AQUALIA THERMAL LIGHT.

NAWILŻAJĄCY KREM NA DZIEŃ O LEKKIEJ KONSYSTENCJI, CZYLI VICHY AQUALIA THERMAL LIGHT.
Moja wrażliwa i tłusta skóra jest wymagająca, dlatego ostrożnie wybieram produkty do codziennej pielęgnacji twarzy. Już dawno zrezygnowałam z baz pod makijaż, które z sukcesem zastępuję lekkimi kremami na dzień. Ważne, aby taki produkt odpowiednio odżywiał i całkowicie się wchłaniał. Przyznam, że wierna jestem dermokosmetykom, do których mam większe zaufanie, a w dzisiejszym wpisie pokażę Wam moje nowe odkrycie, czyli krem o lekkiej konsystencji Aqualia Thermal firmy Vichy. Oczywiście zapraszam do dalszej części wpisu.


Już dawno nie miałam okazji sprawdzić kosmetyku tej marki, więc tym bardziej byłam ciekawa działania tego kremu. Wybrałam lekką wersję, która dedykowana jest dla skóry normalnej i mieszanej, a także wrażliwej. Ta ostatnia rekomendacja zaważyła na moim wyborze, bo tak jak wspomniałam wyżej, moja cera potrafi być kapryśna i łatwo ulega podrażnieniom.

Krem otrzymujemy w solidnym, szklanym słoiczku, a na górze odkręcanego wieczka jest urocze lusterko. W ogóle wszystkie produkty Vichy mają zgrabne i cieszące oko opakowania, ale jak wiadomo jest to tylko dodatek do skutecznego działania. W składzie znajdziemy między innymi wodę termalną z Vichy, która zawiera 15 minerałów i dzięki temu między innymi świetnie łagodzi podrażnienia i regeneruje skórę. Kolejnym składnikiem jest kwas hialuronowy, który dba o prawidłowe nawilżenie tkanek, a co za tym idzie poprawia sprężystość skóry. Następne dwa składniki, których nazwy brzmią ciekawie to: AQUABIORYL™, który zapewnia ukojenie i nawilżenie skóry, a także λ-KARAGE, czyli wyciąg ze ścian komórkowych czerwonych alg, którego zadaniem jest wspomaganie bariery ochronnej i wygładzenie powierzchni skóry. Więcej informacji o sprawdzonych składnikach kosmetycznych w kremach nawilżających znajdziecie również na blogu Vichy.


Konsystencja kremu jest faktycznie lekka i posiada przyjemny, specyficzny zapach, który w żadnym wypadku nie drażni i nie wywołuje reakcji alergicznych. Kosmetyk stosuję na dzień, zamiast klasycznej bazy pod makijaż lub solo, kiedy nie muszę się malować. W obu przypadkach zdaje egzamin w stu procentach. Lubię ten produkt za szybkie wchłanianie, wygładzenie i odpowiednie nawilżenie skóry w ciągu dnia. Dodatkowo kosmetyk dobrze współpracuje z każdym podkładem i w magiczny sposób ujarzmia moją wymagającą cerę, która po aplikacji zyskuje zdrowy i świeży wygląd. Wrócę jeszcze do zapachu, który przyjemnie pobudza i energetyzuje, więc jest idealnym wyborem z samego rana.


W pielęgnacji skóry twarzy nie uznaję kompromisów, a każdy kosmetyk musi całkowicie spełniać wymagania mojej skóry i krem Vichy Aqualia Thermal w wersji lekkiej absolutnie dołącza do grona moich kosmetycznych ulubieńców.

Jestem ciekawa czy znacie ten krem?
A może polecicie mi inny kosmetyk Vichy?
Pozdrawiam
Patrycja

DELIKATNY PEELING OCZYSZCZAJĄCY FIZJOLOGICZNE PH LA ROCHE-POSAY.

DELIKATNY PEELING OCZYSZCZAJĄCY FIZJOLOGICZNE PH LA ROCHE-POSAY.
Każdy etap pielęgnacji twarzy jest bardzo istotny, a w moim przypadku głównym filarem jest systematyczne oczyszczanie skóry. Najczęściej sięgam po delikatne produkty, typu peelingi enzymatyczne, które są najodpowiedniejsze dla mojej wrażliwej i tłustej cery. Nie mogę używać tak zwanych mocnych zdzieraków, ale z powodzeniem wybieram produkty z delikatnymi drobinkami. Mimo dużej ilości kosmetyków dostępnych na rynku, nie jest łatwo wybrać skuteczny peeling, który śmiało można używać nawet codziennie, szczególnie w przypadku wrażliwej skóry. Ten typ cery jest narażony na podrażnienia, reakcje alergiczne i nadmiernie zaczerwienienie, czego jestem najlepszym przykładem. Dziś przedstawię Wam produkt firmy La Roche-Posay, który na stałe zagościł w mojej pielęgnacji twarzy. Jeśli jesteście ciekawe jego działania, to koniecznie czytajcie dalej.


Dermokosmetyki La Roche-Posay są mi bardzo dobrze znane. Lubię ich wodę termalną, którą szczególnie polecam w czasie upałów, bo świetnie odświeża i łagodzi podrażnienia, a swego czasu często sięgałam po kultowy żel oczyszczający Effaclar. Tym razem postanowiłam sprawdzić kosmetyk, który już jakiś czas temu wpadł mi w oko . Chodzi o Delikatny Peeling Oczyszczający Fizjologiczne pH. Już po samym opisie na opakowaniu i dedykacji dla wrażliwej cery, byłam jak najbardziej na tak. Dodatkowo w składzie nie znajdziemy parabenów, mydła, barwników i alkoholu. Jeśli chodzi o opakowanie to jest to niewielka, poręczna tubka, która skrywa żelową konsystencję z małymi drobinkami. Mimo niewielkich gabarytów produkt jest bardzo wydajny, ponieważ wystarczy jego niewielka ilość, aby pokryć całą twarz. Zapach określiłabym jako słodki i przyjemny. Z całą pewnością podoba mi się i umila czas rozprowadzania produktu na twarzy. Jestem wrażliwa na tym punkcie, a tutaj nic w tej kwestii mi nie przeszkadza. To za co cenię dermokosmetyki poza oczywiście dobroczynnym działaniem, to brak nachalnych i sztucznych aromatów, które często są powodem podrażnienia wrażliwej skóry.


W składzie kosmetyku znajdziemy między innymi wodę termalną La Roche-Posay, która świetnie koi, łagodzi i wykazuje właściwości regenerujące. Formuła produktu zawiera delikatne środki myjące, dlatego peeling świetnie eliminuje szorstkość i nie wysusza skóry, nawet podczas częstego stosowania. Ten kosmetyk z fizjologicznym pH dobrze usuwa martwy naskórek i przede wszystkim odblokowuje pory, dzięki czemu skóra oddycha i jest po prostu świeża. Najczęściej stosuję peeling wieczorem, jednak gdy tylko mam ochotę dopieścić i poprawić szybko wygląd cery z samego rana, to bez obaw sięgam po ten produkt. 


Peeling do twarzy to kosmetyk, który pomaga mi zadbać o zdrową, czystą i świeżą cerę, a także zniwelować wyskakujące niedoskonałości, które mimo wieku lubią od czasu do czasu się pojawić. Od dłuższego czasu w mojej codziennej pielęgnacji brakowało produktu, który śmiało i bez żadnych obaw będę mogła stosować wedle potrzeb rano czy wieczorem. Wybierając ten peeling miałam cichą nadzieję, że w końcu znajdę swojego uniwersalnego ulubieńca, do systematycznego oczyszczania skóry o każdej porze dnia i nocy. Czy udało się? Jak najbardziej.

Szczerze polecam Wam propozycję firmy La Roche-Posay, jeśli lubicie delikatne peelingi, które fantastycznie zmiękczają, wygładzają i oczyszczają skórę. Przede wszystkim zadowolone będą posiadaczki wrażliwych cer, które szukają jednocześnie skutecznego i delikatnego peelingu do stosowania na co dzień. Koniecznie przyjrzyjcie się bliżej temu produktowi, a jeśli chodzi o mnie to planuję zakup kolejnego opakowania. Więcej informacji na temat tego produktu znajdziecie na stronie producenta: tutaj


Jestem ciekawa jakich peelingów używacie na co dzień? 
A może znacie ten produkt? Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

Pozdrawiam
Patrycja

PROWADZENIA BLOGA - WŁASNE MIEJSCE W SIECI.

PROWADZENIA BLOGA - WŁASNE MIEJSCE W SIECI.
Prowadzenie bloga to czasochłonne hobby, ale jeśli sprawia nam przyjemność to znaczy, że jest to dobrze zagospodarowany czas. Od samego początku stworzyłam tą stronę z jednego powodu - aby dzielić się z Wami opiniami i spostrzeżeniami na temat danego produktu. Nosiłam się z tym zamiarem ponad rok i w końcu w pewien wakacyjny dzień powstał blog kosmetyczny. Jak widać wpisy pojawiają się z różną częstotliwością, co jest spowodowane pracą i innymi obowiązkami, jednak cały czas uwielbiam tworzyć nowe posty. Co pomaga mi w prowadzeniu bloga? O tym dowiecie się z dalszej części, więc serdecznie zapraszam do czytania.


Z organizacją czasu bywa u mnie różnie, ale odkąd planuję posty w kalendarzu jest o wiele lepiej. Dobra organizacja sprawdza się praktycznie wszędzie i warto nad nią popracować, w moim przypadku małymi krokami do celu. Kolejnym punktem, który ułatwia mi blogowanie jest pstrykanie zdjęć na minimum 2-3 wpisy za jednym razem, ale muszę przyznać, że nie zawsze mi to wychodzi. Jak wiadomo ustawianie, kombinowanie z kadrem to później ogrom sprzątania, ale na szczęście rekompensuje to efekt finalny, jeśli oczywiście jest taki jak oczekiwaliśmy. Podobają mi się estetyczne zdjęcia, dlatego cieszę się, że mogę je na tylu wspaniałych blogach podziwiać i czerpać inspirację. Przyjemna forma pisania tekstu jest ważna, ale osobiście podziwiam także piękną oprawę w postaci spójnych i przyjemnych dla oka zdjęć. W dzisiejszych czasach nie potrzeba wyszukanej lustrzanki, bo nawet telefonem możemy wyczarować estetyczne zdjęcia, które będą się podobały czytelnikom.


Do obróbki zdjęć  używam prostego, intuicyjnego programu PhotoScape, który za darmo możemy pobrać z wielu stron internetowych. Na uwagę szczególną zasługuje funkcja rozjaśnienia, pogłębienia i trzy wykresy: koloru, nasycenia oraz luminacji. Jest to właściwie główne narzędzie, które służy mi do podrasowania fotek i śmiało mogę je Wam polecić. Niedawno odkryłam także program Canva, dzięki któremu można stworzyć oryginalne napisy, grafiki i upiększyć wygląd fotografii czy zakładek na blogu. Plusem jest także fakt, iż osoby początkujące nie powinny mieć problemu z jego obsługą, zajęło mi dosłownie kilka minut obeznanie się z wszystkimi funkcjami i narzędziami.

Systematycznie odwiedzam różne blogi, profile na Instagramie czy platformy ze zdjęciami lifestylowymi. To właśnie z tych miejsc czerpię inspirację i na chwilę obecną mogę śmiało powiedzieć, że znalazłam swój własny sposób na fotografie, dzięki czemu zajmuje mi to mniej czasu niż kiedyś. 


Moje podejście do prowadzenia bloga nie zmieniło się ani trochę od czasu opublikowania pierwszego wpisu. Nie zależy mi głównie na współpracach, artykułach sponsorowanych i innych profitach. Owszem, jeśli dana marka lub produkt mnie interesuje to chętnie poznam szczegóły i jest mi bardzo miło, że ktoś dostrzegł mój potencjał i okazał zainteresowanie blogiem, ale już kilkakrotnie zdarzyło mi się odmówić, ponieważ dana firma nie pasowała do mojej strony lub produkty, które oferowali nie wzbudzały we mnie zainteresowania. Dobrze jest dołożyć z blogowania do domowego budżetu, ale kwestia finansowa czy też w postaci darmowych kosmetyków nie jest wyznacznikiem dalszego funkcjonowania bloga. Przede wszystkim każda recenzja musi być rzetelna i prawdziwa, dlatego zawsze zastrzegam sobie prawo do obiektywnej opinii, to jest dla mnie w każdym wpisie najistotniejsze.


Jestem ciekawa co Wam pomaga w prowadzeniu bloga?
 Koniecznie podzielcie się własnymi spostrzeżeniami :)

Pozdrawiam
Patrycja

DROGERYJNE KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CIAŁA.

DROGERYJNE KOSMETYKI DO PIELĘGNACJI CIAŁA.
W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kosmetyki, które pomagają mi zadbać o ładną skórę nóg, którą chętnie pokazujemy wiosną i latem. Jako posiadaczka jasnej karnacji, skłonnej do poparzeń, unikam nadmiernego słońca, ale z powodzeniem stosuję delikatne samoopalacze, po które od kilka lat chętnie sięgam. Jeśli jesteście ciekawe moich ulubionych mazideł, to serdecznie zapraszam do dalszego czytania.


Kiedy już przebrniemy przez kąpielowe rytuały, takie jak peeling i depilacja, to ważne jest, aby zadbać o odpowiednio nawilżenie skóry. Ostatnio moim ulubieńcem jest bezalkoholowy balsam po depilacji After Shave Balsam Sensitiv firmy Isana, który kupiłam w Rossmannie za około 6zł. Przyznam, że z produktami tej firmy bywa różnie, ale na szczęście w tym przypadku okazał się to strzał w dziesiątkę. Balsam przede wszystkim ma delikatną i łatwo rozprowadzającą się konsystencje, która łagodzi i koi naskórek, szczególnie po zabiegu depilacji. Formuła produktu zawiera pantenol, olej migdałowy, aloes, a także wyciąg z nagietka. Mimo niewielkich gabarytów jest to kosmetyk w miarę wydajny i jak najbardziej wart swojej ceny. Nie wszystkie nawilżacze nadają się do stosowania po depilacji, a szerokim łukiem omijam te z dodatkiem alkoholu. Ten delikatny balsam od Isany stosuję z powodzeniem na skórę nóg, bo fajnie wygładza, pielęgnuje i zapobiega powstawaniu nieprzyjemnych podrażnień. 

Kolejnym produktem, który pomaga mi poprawić wygląd skóry nóg jest balsam brązujący. Miałam okazję sprawdzić wiele tego typu kosmetyków i przyznam, że w większości przypadków kończyło się rozczarowaniem. Ostatnio na półce w drogerii zobaczyłam balsam brązujący Sunfree-Spa firmy Efektima-Pharmacare. Do zakupu przekonał mnie opis na opakowaniu, na którym widniały takie składniki jak: masło kakaowe, olej z karotki, roślinne DHA, masło shea i kompleks witamin. W kosmetykach samoopalających cenię sobie przede wszystkim łatwą aplikację i naturalny efekt opalenizny. Produkt Sunfree-Spa rozprowadza się naprawdę szybko, a dodatkowym atutem jest opakowanie z wygodną pompką. Na szczęście po kilku godzinach od nałożenia nie czuć mocnej woni ,,spalonej skóry'', a nieprzyjemny zapach jest tylko delikatnie wyczuwalny. Efekt opalenizny jest subtelny i naturalny, można go dowolnie stopniować poprzez częstszą aplikację. Nie ma mowy o żadnych smugach, a dodatkowym atutem produktu jest równomierne zmywanie ze skóry. W przypadku tego kosmetyku zadowolone będą osoby z jasną lub bardzo jasną karnacją, które chcą w szybki i bezpieczny sposób nadać skórze efekt muśnięcia słońcem. Pierwszy raz mam styczność z kosmetykiem tej firmy i śmiało mogę go Wam polecić. 


Po balsamy ujędrniające sięgam przez cały rok, ale przyznam, że szczególny nacisk kładę wiosną i latem. Moim ulubieńcem jest kakaowe smarowidło firmy Palmer's, do którego chętnie wracam co jakiś czas, a ostatnio skusiłam się na kultowy produkt Nivea Q10 Energy. W formule kosmetyku znajdziemy koenzym Q10, kreatynę i L-karnitynę, których głównym zadaniem jest poprawienie wyglądu, napięcia i elastyczności skóry. Czy jestem zadowolona z efektu? Mogę śmiało stwierdzić, że jestem, bo balsam przyjemnie pachnie, szybko się wchłania i momentalnie wygładza skórę. Aplikuję go przede wszystkim na uda, brzuch i pośladki, bo dzięki swoim właściwościom szybko poprawia wizualny wygląd skóry. Oczywiście wszelkiego rodzaju produkty ujędrniające to jedynie dodatek do odpowiedniej diety i sportu, ale jeśli kosmetyk potrafi przyjemnie wygładzić i co za tym idzie uelastycznić skórę, to jak najbardziej jestem na tak. Produkt Nivea spełnił moje oczekiwania i chętnie sięgnę po kolejne opakowanie, szczególnie w trakcie upalnych miesięcy, bo wtedy najczęściej wybieram energetyzujące balsamy do ciała. 

Na zdjęciach zobaczyć można nawilżający krem do ciała, który jest nowością firmy Dove. Skusiłam się ze względu na formułę z dodatkiem oleju marula i masła mango, które absolutnie uwielbiam. Kosmetyk ładnie pachnie, posiada kremową konsystencję, która w kilka minut całkowicie się wchłania. Używam go dopiero kilka dni, ale jak na razie jest świetnym uzupełnieniem w codziennej pielęgnacji. 


Każdy etap pielęgnacji jest niezwykle istotny, począwszy od złuszczania, a skończywszy na odżywianiu skóry. Ważne, aby umiejętnie dobrać kosmetyki odpowiednie dla naszych potrzeb, które po prostu spełnią wszystkie oczekiwania. Obecnie na rynku jest wiele produktów, więc mamy w czym wybierać, szczególnie podczas atrakcyjnych promocji. W tym wpisie umieściłam trzy pozycje, ze względu na częstotliwość ich stosowania podczas ostatniego miesiąca, które pozytywnie mnie zaskoczyły i pomogły w szybki sposób zadbać o ładny wygląd skóry nóg.

Jestem ciekawa czy któryś kosmetyk wpadł Wam w oko?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

DERMEDIC TOLERANS, CZYLI PIELĘGNACJA SKÓRY NADWRAŻLIWEJ.

DERMEDIC TOLERANS, CZYLI PIELĘGNACJA SKÓRY NADWRAŻLIWEJ.
Moja kapryśna i wrażliwa cera niezależnie od pory roku potrzebuje delikatnej i jednocześnie skutecznej pielęgnacji i ochrony, bo bardzo łatwo ulega podrażnieniom. Stąd też najczęściej sięgam po dermokosmetyki, a szczególnie uwielbiam preparaty bezzapachowe, które są najlepiej tolerowane przez moją skórę. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam kosmetyki z serii Torelans firmy Dermedic, oczywiście zapraszam do dalszego czytania.


Oczyszczanie jest w moim przypadku fundamentem odpowiedniej pielęgnacji. Tego rodzaju produkt ma za zadanie usunąć zanieczyszczenia i jednocześnie nie podrażnić skóry, dlatego tak bardzo polubiłam Żel-syndet do mycia z serii Tolerans Sensitive, dedykowany dla skóry nadwrażliwej. Podoba mi się w tym produkcie praktycznie wszystko, począwszy od wygodnej, praktycznej butelki z pompką, a skończywszy na delikatnej i kremowej konsystencji, która w kontakcie z wodą przyjemnie się pieni. W składzie nie znajdziemy mydła, SLS czy SLES, ale za to otrzymujemy żel hypoalergiczny, który optymalnie eliminuje ryzyko podrażnień. Przyjrzyjcie się tylko składnikom aktywnym, między innymi: Alantoina, D-Panthenol, Olej migdałowy, Dub Diol orazGliceryna, które absolutnie wykonują dobrą ,,robotę''. Po zmyciu żelu skóra twarzy jest odpowiednio oczyszczona, odświeżona i miękka. To obecnie mój najlepszy kosmetyk do porannego rytuału mycia twarzy, ale oczywiście radzi sobie świetnie także przy zmyciu makijażu. Warto śledzić akcje promocyjne na dermokosmetyki w Super-Pharm, bo z kartą stałego klienta można liczyć na rabat w wysokości nawet 40%.


Kolejnym kosmetykiem oczyszczającym z serii Tolerans jest Fizjologiczna emulsja micelarna, którą można stosować zarówno w połączeniu z wodą jak i bez. Produkt posiada żelową konsystencję, a jego skład jest wolny od SLS, SLES, mydła, parabenów, substancji zapachowych i barwników. To kolejny kosmetyk firmy Dermedic w stu procentach tolerowany przez moją wrażliwą skórę, który skutecznie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Używam go na dwa sposoby, jako typowy produkt micelarny na wacik lub bezpośrednio na skórę całej twarzy, na koniec spłukując wodą. Emulsja przede wszystkim zaskoczyła mnie swoją skutecznością, przyjemnym wygładzeniem i ukojeniem cery. Nie ma mowy o żadnych uczuciu ściągnięcia czy wysuszenia. Po jej zastosowaniu czuć delikatny, pielęgnacyjny film na skórze, który w przypadku tego produktu po prostu uwielbiam. Dobroczynne działanie kosmetyku jest zasługą dobrego składu, a sama formuła została wzbogacona o Glicerynę, która chroni płaszcz lipidowy naskórka, a także składniki aktywne takie jak: Glucan Forte, d-Panthenol i Alantoina. Nie sposób pisać inaczej o tym produkcie niż w samych superlatywach, bo ta nowość od Dermedic jest absolutnie moim hitem w oczyszczaniu skóry i towarzyszy mi codziennie przy wieczornym demakijażu twarzy i oczu.


Przejdźmy teraz do następnego etapu pielęgnacji, czyli solidnej dawki odżywienia delikatnej skóry wokół oczu. Od jakiegoś czasu stosuję kremy przeznaczone typowo pod oczy i na powieki, bo jak wiadomo te okolice mają szczególną tendencję do powstawania zmarszczek. Specjalny krem pod oczy i na powieki z serii Tolerans Sensitive posiada lekko żelową konsystencję, która szybko się wchłania i momentalnie wygładza skórę. Jest to produkt hypoalergiczny, zmniejszający zaczerwienienie i pieczenie, a przyznam, że w moim przypadku jest to bardzo istotne, ponieważ zdarzyło mi się wielokrotnie trafić na produkt uczulający. Zawiera w swoim składzie składniki aktywne takie jak: Neutrazen™, Phytosqualan–Skwalan, Witamina E, Gliceryna oraz Dub Diol. Krem przyjemne nawilża, długotrwale odżywia i napina skórę wokół oczu. Dobrze współpracuje w korektorem i nadaje się idealnie pod makijaż. Na pewno będę do niego wracała, bo nie jest łatwo trafić na dobry i nieuczulający krem pod oczy. Wspomnę jeszcze o wygodnym opakowaniu z pompką, które zaprojektowane zostało tak, aby produkt nie miał kontaktu ze środowiskiem zewnętrznym, co zapewnia optymalną czystość kosmetyku, więc tym bardziej jestem na tak.

Ostatnim kosmetykiem w dzisiejszym wpisie jest Krem odżywczy na noc i tutaj także nie obędzie się bez zachwytów. Spójrzcie tylko na składniki aktywne takie jak: Neutrazen™, Olej z oliwek, Olej z avocado, Phytosqualan–Skwalan, Gliceryna i Dub Diol. Konsystencja kremu jest treściwa, ale dość łatwo rozprowadza się na skórze i praktycznie całkowicie wchłania. Kosmetyk momentalnie łagodzi, koi i mocno nawilża skórę. Ten produkt wykonuje przez noc konkretną pracę, czyli odżywia, niweluje zaczerwienienie i już po tygodniu zauważyłam zmniejszenie nadwrażliwości skóry na czynniki zewnętrzne. Mam tendencję do zapychania, ale w tym przypadku nic takiego nie zauważyłam. Jest to idealny produkt nawilżający na noc, który sprawdził się w stu procentach na mojej łatwo zapychającej się i wrażliwej cerze.


Cała seria Tolerans Sensitive jest hipoalergiczna, z dodatkiem wody termalnej, przez co jest doskonale tolerowana przez skórę nadwrażliwą. Szczerze polecam Wam wyżej wymienione kosmetyki i takie wpisy lubię najbardziej, kiedy to mogę z czystym sumieniem pokazać sprawdzone, kosmetyczne perełki.

Jestem ciekawa czy znacie serię Tolerans Sensitive? 
A może któryś produkt Was zainteresował?

PIELĘGNACJA WŁOSÓW KOSMETYKAMI IL SALONE MILANO.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW KOSMETYKAMI IL SALONE MILANO.
Nie jestem włosomaniaczką, ale staram się odpowiednio dobierać pielęgnację do aktualnego stanu moich włosów. Oprócz szamponów, odżywek i masek, sięgam systematycznie po olejki naturalne i typowo stylizacyjne, które między innymi świetnie zabezpieczają końcówki. Lubię kosmetyki profesjonalne, dlatego tym bardziej byłam ciekawa legendarnych, włoskich produktów IL Salone Milano, które oparte są na tradycyjnych recepturach. Jakie są moje wrażenia i opinia, dowiecie się czytając dalej, więc serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu.


Mythic shampoo firmy Il Salone Milano posiada formułę wzbogaconą proteinami mleka i przeznaczony jest do włosów normalnych i suchych. Uważam, że szampon ma przede wszystkim dobrze oczyścić kosmyki z wszelkich zanieczyszczeń i ten kosmetyk absolutnie spełnia swoje zadanie w stu procentach. Kolejnym ważnym aspektem jest brak podrażnienia skóry włosy i przesuszenia włosów. Dla mnie to są trzy najważniejsze czynniki, które kwalifikują szampon jako dobry. Sprawdziłam go także przy zmywaniu naturalnych olei i poradził sobie w tej roli bez problemów. Dodatkowym atutem jest wydajność i wygodny dozownik w postaci pompki. Opakowanie o pojemności 1000ml starczy mi na wiele tygodni, bo szampon jest niesamowicie wydajny i doskonale się pieni, otulając dokładnie każdy włos. Warto wspomnieć jeszcze o zapachu, który dość długo utrzymuje się na włosach w duecie z innymi kosmetykami tej firmy, ale na szczęście jest on przyjemny i daje fajne uczucie świeżości. 


Epic conditioner czyli odżywka do włosów normalnych i suchych firmy Il Salone Milano również zawiera w swoich składzie proteiny mleka i posiada wyżej wspomniany przyjemny i profesjonalny zapach. Kiedyś nie wyobrażałam sobie zastąpić maski odżywką, jednak gdy stan moich włosów uległ poprawie, zmieniłam swoją strategię. Obecnie stosuję na przemian mocne i lżejsze nawilżacze, które w połączeniu z kropelką olejku na koniec stylizacji, dają sobie świetnie radę. Jeśli chodzi o konsystencję tej odżywki to jest ona średnio treściwa, przez co łatwo aplikuje się na włosach. Spłukuje produkt po około 5 minutach, a efektem są odżywione, miękkie i delikatnie wygładzone włosy. Nawilżenie na pewno nie jest spektakularne i w moim przypadku nie obejdzie się bez pomocy olejku lub odżywki bez spłukiwania. Stosuję ten produkt raz w tygodniu i w takiej niewielkiej roli sprawdza się dobrze, ale myślę że najlepiej będą z niego zadowolone posiadaczki normalnych włosów, które nie wymagają większej regeneracji.


Najciekawszym kosmetykiem z całej trójki jest Crema Riflessante Vanilla Blonde, czyli profesjonalny krem wzmacniający kolor do włosów w odcieniach blondu. Posiada w swoim składzie pigmenty, które koloryzują i jednocześnie odżywiają włosy. Dodatkowo zawiera miód i mleczko pszczele. Krem ma gęstą konsystencję w kolorze fioletowym, który jest charakterystyczny przy produktach niwelujących żółte odcienie. Sama aplikacja nie sprawia większych problemów, a jeśli produkt dostanie się na obszar skóry to łatwo go zmyć wacikiem. Krem za każdym razem spłukiwałam po upływie 15 minut, bo mam dość grube włosy i chciałam sprawdzić jego optymalne działanie. Muszę zaznaczyć, że farbuję włosy raz na dwa lub trzy miesiące i zazwyczaj jest to delikatne odświeżenie koloru. Krem Vanilla Blonde pięknie wydobywa refleksy, które najbardziej są widoczne w promieniach słońca i subtelnie niweluje żółte odcienie. Nie mogę go stosować systematycznie, ze względu na średnie działanie odżywiające, ale jeśli chodzi o główne zadanie kremu wzmacniającego kolor to jest ono widoczne już po pierwszym użyciu i jestem z niego bardzo zadowolona.


Zauważyłam, że szampon, który jest moim absolutnym faworytem w połączeniu z odżywką przedłuża świeżość włosów i lekko unosi je u nasady, więc jeśli szukacie takiego efektu to koniecznie przyjrzyjcie się bliżej temu duetowi.  Krem wzmacniający kolor na pewno polubią posiadaczki włosów blond, które chcą w łatwy i szybki sposób podkreślić wielowymiarowość koloru i delikatnie odświeżyć odcień. 

Jestem ciekawa czy znacie kosmetyki IL Salone Milano?
Koniecznie dajcie znać w komentarzach :)

Copyright © 2016 BeautyandChoice - blog kosmetyczny , Blogger