SALLY HANSEN COLOR THERAPY: 230 SHEER NIRVINA, 190 BLUSHED PETAL.

SALLY HANSEN COLOR THERAPY: 230 SHEER NIRVINA, 190 BLUSHED PETAL.
Lakiery Sally Hansen znam od bardzo dawna i przyznam, że lubię do nich wracać. Przez pewien czas bawiłam się w hybrydę, bo taki zabieg jest trwały i wygodny, ale przekornie w okresie letnim postanowiłam dać odpocząć moim delikatnym paznokciom. Kiedy zauważyłam w drogerii nową linię Color Therapy to wiedziałam, że nie przejdę obok niej obojętnie. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii o tych lakierach, to koniecznie czytajcie dalej.


Na początek słów kilka o samej linii, w skład której wchodzą lakiery łączące właściwości pielęgnacyjne z intensywnym kolorem. Ich formuła została wzbogacona olejkiem arganowym, olejem z acai oraz wiesiołka, które jak wiadomo odżywiają i co za tym idzie dodatkowo wzmacniają płytkę paznokcia. Cała paleta kolorystyczna jest naprawdę zachwycająca i myślę, że każda z nas znajdzie coś dla siebie, bo znajdziemy tutaj klasyczne odcienie nude jak i soczyste fuksje, czy modne niebieskości. Oczywiście w moje oko wpadły jasne kolory, czyli numer 190 Blushed Petal (beżowy nudziak) i 230 Sheer Nirvana. Ten pierwszy zobaczycie na zdjęciu poniżej, nałożyłam dwie cieniutkie warstwy. Pędzelek jest szeroki, a sam lakier aplikuje się szybko i łatwo. Dodatkowym plusem jest formuła, która dość szybko wysycha, szczególnie w przypadku pierwszej warstwy.


W skład linii Color Therapy wchodzi jeszcze Olejek do paznokci i skórek, a także Top Coat, który koniecznie muszę kupić. Bardzo możliwe, że z jego pomocą wydłużę trwałość manicure, który obecnie utrzymuje się w stanie nienaruszonym pięć dni. Lakiery faktycznie odżywiają paznokcie, bo zauważyłam, że są twardsze i szybciej rosną. Lubię je i na pewno kupię inne kolory, być może dla odmiany skuszę się na wyrazistą fuksję. 


Jestem ciekawa czy wpadła Wam już w oko linia Color Therapy?
Lubicie lakiery marki Sally Hansen? Będę czekała na Wasze komentarze :)

Pozdrawiam
Patrycja

PHARMACERIS - MICELARNY SZAMPON KOJĄCO-NAWILŻAJĄCY, OCZYSZCZAJĄCY PEELING TRYCHOLOGICZNY DO SKÓRY GŁOWY.

PHARMACERIS - MICELARNY SZAMPON KOJĄCO-NAWILŻAJĄCY, OCZYSZCZAJĄCY PEELING TRYCHOLOGICZNY DO SKÓRY GŁOWY.
Markę Pharmaceris poznałam już kilka lat temu, między innymi za sprawą ich szamponu przeciw wypadaniu włosów, który bardzo miło wspominam. W ogóle firma oferuje różne linie produktów, a moją ulubioną jest ta dedykowana dla skóry delikatnej i wrażliwej. Mając tak dobre wspomnienia, tym bardziej ucieszyła mnie możliwość sprawdzenia ich nowości, które przedstawię Wam w dzisiejszym wpisie. Oczywiście zapraszam do dalszego czytania.


Ostatnio wspomniałam na blogu, że szampon ma przede wszystkim dobrze oczyszczać i jednocześnie był łagodny dla skóry głowy. Dokładnie taki jest Micelarny Szampon Kojąco-Nawilżający dedykowany dla skóry wrażliwej, a dodatkowo takiej, która nie toleruje SLS i SLES, skłonnej do podrażnień, przesuszenia, świądu i pieczenia, a także włosów cienkich i delikatnych. Już podczas aplikacji czuć jego delikatną formułę, która bardzo łatwo i szybko rozprowadza się na mokrych kosmykach, tworząc przyjemną pianę. Podoba mi się formuła micelarna, która skutecznie odświeża, oczyszcza i pielęgnuje skórę głowy, odczuwalnie przywracając jej równowagę. Nie ma tutaj mowy o żadnym podrażnieniu czy przesuszeniu skalpu. Formuła kosmetyku zawiera wyciąg z lnu, betainę i alantoinę, które odpowiedzialne są za zmniejszenie nadreaktywności skóry głowy i w połączeniu z innymi aktywnymi składniki łagodzą podrażnienia, niwelując pieczenie, swędzenie czy też łuszczenie się. Dodatkowym plusem jest obecność D-pantenolu, który jak wiadomo działa kojąco i ochronnych protein pszenicy, które mają za zadanie przede wszystkim wzmocnić włosy. Jeśli szukacie szamponu z łagodną bazą myjącą, wysokiej tolerancji oraz hypoalergicznego, to koniecznie sprawdźcie tą nowość marki Pharmaceris. Wspomnę jeszcze o delikatnym i ładnym zapachu, który na pewno umila czas podczas mycia głowy.


Kolejnym produktem, który śmiało mogę Wam polecić jest Oczyszczający Peeling Trychologiczny H-Stimupeel, który najlepiej sprawdzi się w przypadku problemu wypadaniu włosów i łupieżu, ale także dla zwykłego odświeżenia skóry głowy. Ten produkt ma za zadanie usunąć zanieczyszczenia i nadmiar zrogowaciałego naskórka. Już podczas pierwszego użycia można poczuć przyjemne odświeżenie, odblokowanie ujścia mieszków włosowych, a co za tym idzie przywrócenia fizjologicznej równowagi skóry głowy. Jego naturalna formuła zawiera piroktonian olaminy o właściwościach między innymi antybakteryjnych i regulujących procesy rogowacenia naskórka, a także kofeinę, która poprawia mikrocyrkulację oraz doltenia komórki, umacniając przy tym korzeń włosa. Dodatkowo znajdziemy w składzie mocznik, zapewniający odpowiedni poziom nawilżenia i zapobiegający przesuszeniom skóry głowy. 

Stosowanie tego peelingu przede wszystkim poprawia kondycję włosów i skóry głowy, jednocześnie zwiększając przyswajalność innych odżywczych kosmetyków. Stosuję go raz w tygodniu na mokrą skórę głowy, nakładając warstwami między oddzielone pasma włosów i delikatnie masuję, następnie spłukuję (drobinki - łupiny z pestek moreli, bardzo łatwo wypłukują się) i myję włosy szamponem. Cały zabieg jest dość szybki i relaksujący, więc jeśli borykacie się z wyżej wymienionymi problemami lub po prostu chcecie odświeżyć skórę głowy, to koniecznie sprawdźcie ten produkt. Jestem pewna, że nie jest to ostatnie opakowanie i cieszę się, że do mojej pielęgnacji włosów, dołączył oczyszczający peeling trychologiczny, który jest kosmetykiem absolutnie godnym polecenia.


Jestem ciekawa czy macie swoich ulubieńców wśród kosmetyków marki Pharmaceris?
A może polecicie mi inny peeling do oczyszczania skóry głowy? :) 
Pozdrawiam
Patrycja

LUMENE - PIĘKNO ZRODZONE Z ARKTYCZNEGO ŚWIATŁA, PREZENTACJA ZESTAWU MINIATUREK.

LUMENE - PIĘKNO ZRODZONE Z ARKTYCZNEGO ŚWIATŁA, PREZENTACJA ZESTAWU MINIATUREK.
Lumene to marka pochodząca z Finlandii, której produkty bogate są w antyoksydanty ekstraktów z rzadkich odmian roślin z najczystszą na świecie arktyczną wodą źródlaną. W połączeniu z nowoczesną technologią firma oferuje kosmetyki, które zawierają do 97% składników pochodzenia naturalnego. Sama idea i opis poszczególnych preparatów brzmi naprawdę imponująco, dlatego cieszę się, że miałam okazję otrzymać mini zestaw trzech produktów, które towarzyszyły mi przez ostatni tydzień. Zazwyczaj nie przedstawiam miniaturek na blogu, dlatego koniecznie sprawdźcie, dlaczego zrobiłam wyjątek. Zapraszam do dalszej części wpisu.


Wśród miniaturek znalazłam Intense Hydration 24H Moisturizer, który jest nawadniającym kremem do każdego typu skóry. Jego głównym zadaniem jest odpowiednio nawilżyć i dogłębnie odżywić cerę. Formuła produktu zawiera oczywiście arktyczną wodę źródlaną, a także odmładzający wyciąg z arktycznej brzozy, który bogaty jest w antyoksydanty. Ponadto została wzbogacona o niezbędne kwasy tłuszczowe i witaminę E. Krem posiada średnio treściwą konsystencję i ładny zapach, którego z początku obawiałam się. Przy pierwszym kontakcie jest dość intensywny i po prostu nie wiedziałam jak zareaguje moja nadwrażliwa skóra. Na szczęście nie wywołał on żadnych podrażnień, a sam kosmetyk stanął na wysokości zadania. Konsystencja kremu szybko się wchłania i nie pozostawia lepiącej czy tłustej warstwy. Przede wszystkim świetnie nawilża i optymalnie odżywia, a skóra po aplikacja jest przyjemnie gładka, ukojona i zdrowo promienna. Jest to kosmetyk, który nadaje się pod makijaż i co najważniejsze odpowiednio pielęgnuje wymagającą skórę przez cały dzień, trzymając ją w ryzach. Krem na tyle pozytywnie mnie zaskoczył, że przyglądając się w lustrze w sklepie, spostrzegłam jak przyjemnie ukojona i zdrowo wyglądająca jest moja buzia bez makijażu, jedynie z wklepanym kremem od Lumene.


Dopełnieniem pielęgnacji przez ostatnie dni, był dla mnie krem na noc z Overnight Bright Vitamin C Sleeping Crream, który jak sama nazwa wskazuje zawiera witaminę C, ale także kwas hialuronowy i arktyczną wodę źródlaną. Ma za zadanie rozświetlić, odżywić i wspomóc odnowę komórkową oraz funkcje ochronne skóry. W tym przypadku konsystencja jest treściwa i posiada jasno, żółty odcień. Jest to krem na noc, więc wchłania się chwilę dłużej, a sama aplikacja jest bardzo przyjemna, dzięki lekkiemu, cytrynowemu zapachowi, który mi osobiście bardzo przypadł do gustu. Przez te kilka dni zauważyłam, że krem odpowiednio odżywia i dyscyplinuję cerę, która rano była wypoczęta, promienna i świeża. Na pewno jest to za krótki czas by stwierdzić, czy kosmetyk jest idealny dla mojej wymagającej cery, ale przynajmniej wiem, że mógłby takim być.

Zawartość składników aktywnych jest naprawdę imponująca, znajdziemy tutaj między innymi: olej z arktycznego rokitnika, olej z nasion i ekstrakt z nasion arktycznej maliny maroszki, glicerynę, witaminę E i B, olej ze słodkich migdałów, kwas mlekowy, ekstrakt z alg, alantoinę, a także wyżej wymienioną witaminę C i kwas hialuronowy.


Trzecim produktem jest Deep Detox Purifying Mask - maska oczyszczająco, detoksykująca, której formuła oparta jest na arktycznej wodzie źródlanej, a ponadto została wzbogacona o naturalnie złuszczające cząstki arktycznej żurawiny oraz ekstrakty z kory arktycznej sosny i sęków arktycznego świerku. W połączeniu z innowacyjną technologią ten produkt ma pomóc chronić skórę przed oksydacją i pozostawić ją świeżą, gładką i naturalnie piękną. Maskę należy aplikować na suchą, czystą skórę twarzy i zmyć chłodną wodą po 5-10 minutach. To co najbardziej mnie urzekło to zniwelowanie rozszerzonych porów i ujednolicenie kolorytu skóry, w połączeniu z niesamowitą gładkością. Podczas dwóch aplikacji nie zauważyłam żadnych podrażnień, pieczenia, czy innych negatywnych reakcji skóry, a jestem na tym punkcie wyczulona jako posiadaczka wrażliwej cery. Efektem za to była oczyszczania, delikatnie złuszczona i zdrowo wyglądająca cera.Warto wspomnieć o składnikach aktywnych, bo dzięki nim ta maska skutecznie i jednocześnie delikatnie detoksykuje skórę. Poniżej znajdziecie kilka z nich, wraz z krótkim opisem działania,  a  po jeszcze więcej informacji polecam zajrzeć na stronę: LINK.

  • Kaolin - działa oczyszczająco i antyseptyczne, stymuluje obronę organizmu, nasyca naskórek minerałami, zapobiega rozprzestrzenianiu się bakterii, ułatwia regenerację i odbudowę komórkową. Sprzyja zmniejszeniu obrzęków.
  • Kwas polimlekowy - rozjaśnia, wygładza, spłyca drobne zmarszczki, zwęża pory, poprawia koloryt skóry i hamuje powstawanie przebarwień. Reguluje pracę gruczołów łojowych.
  • Ekstrakt z arktycznej czarnej jagody - uszczelnienie naczyń krwionośnych, działanie przeciwzapalne, nawilżające, zmiękczające i wygładzające skórę. Zawiera silne antyoksydanty spowalniające procesy starzenia i działające ochronnie na skórę.
  • Wyciąg z trzciny cukrowej - zawiera kwasy owocowe (m.in. kwas glikolowy). Nawilża i odżywia skórę. Zwalcza trądzik i zaskórniki.
  • Olej z nasion arktycznej borówki brusznicy - zawiera antyoksydanty, kwasy tłuszczowe Omega-3 i rzadką formułę witaminy E, która posiada właściwości nawilżające i tonizujące. Ujędrnia, wzmacnia naczynka krwionośne, rozjaśnia skórę.
  • Ekstrakt ze słodkiej pomarańczy - źródło witamin C, B1, B2, prowitamin A, biotyna, kwas foliowy, ryboflawina, niacyna minerałów i kwasów organicznych. Działa antyseptycznie i łagodząco. Doskonały antyutleniacz.
  • Kwas mlekowy - rozjaśnia, wygładza, spłyca drobne zmarszczki, zwęża pory, poprawia koloryt skóry i hamuje powstawanie przebarwień. Reguluje pracę gruczołów łojowych.
  • Wyciąg z klonu srebrzystego - zawiera sole mineralne i witaminę C. Złuszcza martwy naskórek, poprawia wygląd i kolor cery.


Miniaturki to fajna sprawa, kiedy chcemy sprawdzić nasze pierwsze wrażenia i skusić się na zakup pełnowymiarowego opakowania. Szczególnie w przypadku kremów, które nie są tanie, ale jeśli chodzi o pielęgnację skóry twarzy to uważam, że dobry krem to podstawa i jestem w stanie wydać na niego więcej niż na przykładowy płyn micelarny. Markę Lumene znałam wcześniej jedynie ze słyszenia i gdyby nie zestaw miniaturek lub chociażby próbek, pewnie nadal nie poznałabym jej osobiście. Pierwsze dobre wrażenie to podstawa i to jest główny powód dzisiejszego wpisu.


Jestem ciekawa czy miałyście styczność z kosmetykami Lumene? 
Jeśli tak, to jakie jest Wasze zdanie na ich temat? :)
Pozdrawiam
Patrycja

PIELĘGNACJA WŁOSÓW KOSMETYKAMI MACADAMIA NATURAL OIL.

PIELĘGNACJA WŁOSÓW KOSMETYKAMI MACADAMIA NATURAL OIL.
W dzisiejszym wpisie pokażę Wam kultowe kosmetyki do włosów z linii klasycznej marki Macadamia Natural Oil, które przeznaczone są do pielęgnacji włosów suchych i zniszczonych. Mini zestaw dorwałam jakiś czas temu w TK Maxx i stwierdziłam, że to dobra okazja, aby sprawdzić czy rzeczywiście są warte swojej ceny. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, to koniecznie czytajcie dalej.


Zacznijmy więc od Nawilżającego Szamponu Macadamia Natural Oil, który jest pierwszym etapem pielęgnacji włosów. Jak widać szata graficzna opakowań tych kosmetyków, jest naprawdę ładna, a sama butelka zamyka się na wygodny klik. Produkt ładnie pachnie i określiłabym ten zapach jako delikatnie ziołowy. Konsystencja szamponu jest gęsta, ale mimo to sprawnie rozprowadza się na włosach. W kontakcie z wodą kosmetyk dobrze się pieni i tym samym otula dokładnie każdy kosmyk. Nie zmywałam nim naturalnych olejów, ale jeśli chodzi o oczyszczanie to radzi sobie naprawdę dobrze, jednocześnie nie wysuszając i nie plącząc włosów. Produkt posiada w swoim składzie olej z orzechów makadamia i olej arganowy, które są odpowiedzialne za odżywienie i nawilżenie kosmyków, a także substancje odżywcze, takie jak witamina E, omega 9 czy nienasycone kwasy tłuszczowe. Muszę przyznać, że nie oczekuję wiele od szamponu do włosów, bo ma po prostu oczyszczać i być delikatny dla skóry głosy, a kwestie odżywienia zostawiam odżywkom i maskom. Kosmetyk Madacamia fajnie działa i spełnił moje oczekiwania, ale zważywszy na wysoką cenę, nie sięgnę po pełnowymiarowe opakowanie. Wydajność szamponu określam jako przyzwoitą, ale takie samo działanie gwarantują mi inne, tańsze propozycje kosmetyczne.


Kolejny etap to Maska Głęboko Odżywcza Macadamia Natural Oil. Tutaj zapach jest bardziej słodki i ma coś z aromatu oliwy z oliwek. Konsystencja kosmetyku jest gęsta, ale dobrze rozprowadza się, dzięki czemu jest to produkt wydajny. W składzie maski znajdziemy szereg dobroczynnych składników, takich jak: olejek Macadamia, olejek arganowy, olejek z drzewa herbacianego, wyciąg z rumianku, ekstrakt z aloesu oraz ekstrakt z alg morskich. Dodatkowo zawiera nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminy i emolienty, Tego typu kosmetyk zawsze rozprowadzam na lekko wytartych ręcznikiem włosach i dokładnie wmasowuję od połowy włosów, aż po same końcówki. Zazwyczaj przeczesuję kosmyki grzebieniem z szeroko rozstawionymi ząbkami, zwijam je w kok i czekam od 5 do 15 minut, po czym spłukuję zimną wodą. 

Maska Macadamia ciekawiła mnie już od dłuższego czasu, ale w sklepie w którym zaopatruję się w kosmetyki profesjonalne nie była dostępna i jakoś nie było mi po drodze, aby zamówić ją przez internet, a z dostępnością stacjonarną niestety jest problem. Tubka o pojemności 100ml starczyła mi na kilka aplikacji, więc śmiało mogę stwierdzić, że warto kupić pełnowymiarowe opakowanie. Maska przede wszystkim szybko działa, niesamowicie dyscyplinuje i nabłyszcza włosy, jednocześnie nadto ich nie obciążając. Faktycznie jest to kosmetyk cudownie nawilżający i regenerujący zniszczone i suche włosy, które po jego użyciu są przyjemnie miękkie i jedwabiste. Produkt na tyle dobrze scala końcówki, że mogłam się pokusić o brak aplikacji olejku na koniec stylizacji. Jest to jedna z lepszych masek silnie odżywczych do włosów potrzebujących rewitalizacji, jaką miałam okazję używać, dlatego chętnie sięgnę po produkt pełnowymiarowy. Cena nie jest niska, ale przekonuje mnie działanie na najwyższym poziomie i wydajność kosmetyku. Jeśli szukacie solidnej dawki regeneracji i przywrócenia blasku włosom, to szczerze Wam polecam tą nawilżającą maskę Macadamia Natural Oil.


Serum Odżywcze Macadamia Natural Oil to taka wisienka na torcie. Lubię olejki i stosuję je regularnie do zabezpieczania i poprawienia wyglądu włosów, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek. Formuła tego produktu została oparta na olejku arganowym i macadamia, dodatkowo posiada nienasycone kwasy tłuszczowe oraz Omega 9, Linoleic i Oleic. Kosmetyk można stosować solo lub jako dodatek do odżywki czy maski do włosów. Olejek ładnie pachnie i jest to woń przypominająca kosmetyki orientalne. Mimo braku wygodnego dozownika, nauczyłam się wylewać odpowiednią ilość produktu (olejek jest gęsty), którą rozprowadzam na wilgotnych lub suchych włosach. Kosmetyk przede wszystkim dociąża, wygładza i cudownie nabłyszcza. Włosy po jego aplikacji łatwiej się układają i dodatkowo są chronione przed promieniami UV. Jeśli zaaplikujemy odpowiednią ilość, to nie ma mowy o nadmiernym obciążeniu kosmetyków. Jestem bardzo zadowolona z tego olejku, bo działa tak jak powinien i w łatwy sposób poprawia wizualnie stan włosów, a przede wszystkim dostarcza im większej dawki nawilżenia, której szczególnie potrzebują włosy suche i zniszczone. Jeśli szukacie produktu, który upiększy, zdyscyplinuje i ograniczy puszenie, to koniecznie sprawdźcie olejek Macadamia Natural Oil, który obecnie jest moim ulubionym obok kultowego Mythic Oil marki L'oreal.


Jestem ciekawa czy znacie produkty Macadamia Natural Oil?
Co o nich sądzicie? Będę czekała na Wasze opinie :)
Pozdrawiam
Patrycja

SYNCHROLINE SUNWARDS - EMULSJA O LEKKIEJ KONSYSTENCJI Z FLITREM SPF 50+, EMLUSJA AFTER SUN W SPRAYU DO CIAŁA.

SYNCHROLINE SUNWARDS - EMULSJA O LEKKIEJ KONSYSTENCJI Z FLITREM SPF 50+, EMLUSJA AFTER SUN W SPRAYU DO CIAŁA.
Ochrona przeciwsłoneczna w sezonie letnim to podstawa. Od kilku lat stawiam na wysokie filtry, szczególnie jeśli chodzi o pielęgnację twarzy, która jest wrażliwa i szybko ulega poparzeniom. Taki krem stosuję pod makijaż i solo, dlatego tak ważne jest, aby był to produkt skuteczny i nie wywołujący podrażnień, czy też zapychający skóry. W przypadku problematycznej cery warto postawić na dermokosmetyki, aby dobrać produkt optymalnie odpowiadający potrzebom naszej skóry. W dzisiejszym wpisie przedstawię Wam emulsję o lekkiej konsystencji i spray do ciała po opalaniu. Zapraszam do dalszej części wpisu. 


Tak jak wspominałam wyżej, jeśli chodzi o ochronę twarzy to zawsze wybieram wysoki filtr, który ma za zadanie skutecznie chronić przed promieniowaniem. Tym razem postawiłam na Emulsję o lekkiej konsystencji z filtrem SPF 50+  z linii Sunwards marki Synchroline. Jest to produkt przeznaczony dla osób ze skórą tłustą i skłonną do zapychania, czyli idealny dla mnie. Dodatkowo emulsja posiada właściwości nawilżające i łagodzące podrażnienia, a jej formuła została stworzona w sposób, który umożliwia lepsze przenikanie składników aktywnych, takich jak kwas hialuronowy oraz MSM w głąb skóry, a także chroni przed wolnymi rodnikami. Brzmi ciekawe prawda? Emulsja faktycznie posiada lekką konsystencję, która łatwo rozprowadza się i szybko wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu na skórze. Lubię jej delikatny zapach i właściwości nawilżające oraz łagodzące, dzięki którym nie muszę dodatkowo aplikować kremu pod makijaż. W tym przypadku wystarczy sama emulsja, która idealnie współpracuje z każdym podkładem. Jest to kosmetyk skuteczny, w stu procentach tolerowany przez moją wrażliwą cerę i co najważniejsze nie powoduje powstawania niedoskonałości, do których nadal mam tendencję, a już szczególnie w przypadku kremów z wysokimi filtrami. 

Stosowałam produkty z filtrem różnych firm, z lepszym i gorszym skutkiem, aż w końcu trafiłam na kosmetyk odpowiadający w każdym aspekcie potrzebom mojej skóry. Emulsja skutecznie chroni (sprawdziłam ją podczas intensywnej jazdy na rowerze, oczywiście należy powtarzać aplikację kilka razy w ciągu dnia), posiada przyjemną formułę i jest absolutnie tolerowana przez takiego wrażliwca jak ja, nawet podczas systematycznego stosowania. Jest to na pewno zasługa świetnie dobranego składu, dlatego kosmetyk trafia do grona moich kosmetycznych ulubieńców. Jeśli szukacie wysokiej ochrony i jesteście posiadaczkami skóry tłustej i delikatnej, to warto poznać ten produkt. Znajdziecie go w różnych aptekach internetowych, na przykład tutaj: LINK.


Kolejny preparat z linii Sunwards to Emulsja After Sun w sprayu do ciała, którą stosuje się po ekspozycji słonecznej. Przede wszystkim podoba mi się łatwa aplikacja, za pomocą wygodnej pompki, a także formuła, która szybko i równomiernie rozprowadza się. Emulsja momentalnie koi, nawilża i regeneruje skórę. Kosmetyk posiada silne właściwości nawilżające i łagodzące, a jego głównym zadaniem jest zniwelowanie nieprzyjemnego odczucia pieczenia i szczypania.  Mimo, że nie lubię się opalać, to przebywając na świeżym powietrzu nie uniknę opalenia ramion, czy innych delikatnych części ciała. Emulsja właśnie w takich miejscach sprawdziła się rewelacyjnie i skutecznie hamowała nieprzyjemne uczucie ściągnięcia i napięcia skóry. 

Myślę, że warto mieć tego typu kosmetyk w swojej szafce, a już na pewno warto mieć preparat, który wykazuje tak dobroczynne działanie jak emulsja marki Synchroline, bo jest to z całą pewnością pielęgnacja na wysokim poziomie. Właściwie jeszcze żaden do pielęgnacji ciała po opalaniu, nie posiadał tak dobrych właściwości kojących i uspokajających zaczerwienioną skórę, a przyznam, że moja bardzo łatwo ulega poparzeniom. I właśnie dlatego jest to najlepszy produkt w swojej kategorii, jaki miałam okazję stosować. Dostępny jest w wybranych aptekach stacjonarnych i internetowych, na przykład tutaj: LINK.


Jestem ciekawa czy znacie kosmetyki marki Synchroline?
Jeśli tak, to koniecznie napiszcie co o nich sądzicie :)
Pozdrawiam
Patrycja

WODA PERFUMOWANA SARAH JESSICA PARKER LOVELY.

WODA PERFUMOWANA SARAH JESSICA PARKER LOVELY.
Zapach lata kojarzy mi się przede wszystkim kojarzy ze świeżością i takie też perfumy wybierałam zazwyczaj o tej porze roku. Jak widać pogoda wakacyjna jest kapryśna, stąd też może wynika mój nieoczywisty wybór, który mimo, że jest głównie kompozycją drzewno-kwiatową, towarzyszy mi niezmienne od ponad miesiąca. Poznajcie zatem aktualnie ulubiony zapach - zapraszam Was do dalszej części wpisu.


Perfumy kupiłam spontanicznie, podczas wizyty w Rossmannie. Wpadł mi w oko ładny, delikatny flakon i nazwisko znanej aktorki, więc byłam odrobinę ciekawa jak wypada to pachnidło. Wypadło w mojej ocenie na tyle dobrze, że trafiło dość szybko do mojego koszyka. Jest to zapach, który w swojej podstawie posiada jedwabistą słodycz, która kolejno pozwala się zdominować przez białą ambrę i piżmo. Na samym początku przebija się nuta jabłka z domieszką delikatnej lawendy, która w połączeniu z mandarynką i bergamotką, tworzy naprawdę przyjemną całość. W sercu zapachu umieszczone zostało drzewo różowe i cedrowe, w towarzystwie paczuli i sensualnej orchidei. Wszystkie te składniki tworzą harmonijną całość, która otula zmysłowo lekkim i ciepłym zapachem. Lovely ma symbolizować piękno, miłość i czułość - absolutnie się z tym zgadzam.  Jest to perfum niezwykle uroczy, elegancki i przyjemnie rozwijający się na skórze, którego trwałość w moim przypadku wynosi około sześciu godzin.


Nuta głowy: lawenda, bergamotka, mandarynka, jabłko
Nuta serca: cedr, orchidea, paczuli
Nuta bazy: ambra, piżmo


Lovely to zapach odważny, ciepły i komfortowy. Od razu wydał mi się ciekawy, ale nie byłam pewna, czy po dłuższej chwili nie będzie nadto męczył, na szczęście okazał się kompozycją idealnie wyważoną, którą uwielbiam otulać się o każdej porze dnia. Nie jestem fanką pieprznych perfum, ale te są na tyle miękkie i dobrze skomponowane, że naprawdę warto je poznać.

Znacie ten zapach? Które perfumy są aktualnie Waszymi ulubionymi?

Pozdrawiam
Patrycja

L'OREAL SKIN EXPERT PŁYN MICEALNY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ I SUCHEJ.

L'OREAL SKIN EXPERT PŁYN MICEALNY DO SKÓRY WRAŻLIWEJ I SUCHEJ.
Ostatnio skusiłam się na zakup płynu micelarnego marki L'oreal., głównie z powodu opisu na opakowaniu, który skusił mnie brakiem zapachu i hipoalergiczną formułą produktu. Postanowiłam wybrać wersję dla skóry wrażliwej i suchej, bo wiem z doświadczenia, że takie moja cera lubi najbardziej. Do tej pory w kwestii płynów do demakijażu, prym wiódł różowy micel z Garniera, więc byłam ciekawa czy ta nowość spełni moje oczekiwania. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, to zapraszam do dalszego czytania.


Jeśli chodzi o kosmetyki L'oreal do pielęgnacji twarzy to bywa z nimi różnie. Wiele nowości tej marki skutecznie omijałam szerokim łukiem, pamiętając nie do końca dobre doświadczenia, na przykład z kremami do twarzy. W przypadku tego płynu micelarnego skusiło mnie estetyczne, przejrzyste opakowanie i oczywiście zachęcający opis na opakowaniu. Skoro usuwa makijaż, oczyszcza i koi, a w dodatku nie posiada zapachu i jest dedykowany dla skóry wrażliwej, to była szansa, że kosmetyk sprosta moim wymaganiom.


I muszę przyznać, że jest to faktycznie produkt skuteczny i delikatny. Usuwa szybko makijaż, bez konieczności mocnego pocierania, jednocześnie przyjemnie kojąc podatną na podrażnienia skórę. Lubię, gdy płyn micelarny dodatkowo odświeża i tutaj jak najbardziej czuć ten efekt w trakcie i po aplikacji. Bez problemu usuwa trwałe podkłady, tusze do rzęs (nie mam pojęcia jak poradziłby sobie z wersją wodoodporną, ponieważ takiej nie używam) czy matowe pomadki.


Jak wiecie mam cerę nadwrażliwą i skłonną do podrażnień, więc produkty do demakijażu muszą być przez nią absolutnie tolerowane i ta nowość zdecydowanie sprostała jej wymaganiom. Po aplikacji płynu nie ma mowy o żadnym wysuszeniu czy też ściągnięciu, jest za to efekt świeżej i oczyszczonej skóry. Dodatkowym plusem jest pojemność opakowania i wydajność produktu, po którego chętnie sięgnę po raz kolejny, bo jest to naprawdę świetny płyn micelarny dla skóry wrażliwej, która na równi z oczyszczaniem potrzebuje ukojenia i optymalnego komfortu.


Jestem ciekawa czy mieliście okazję sprawdzić ten płyn micelarny? 
Co o nim sądzicie? Dajcie znać w komentarzach :)

Pozdrawiam
Patrycja
Copyright © 2016 BeautyandChoice - blog kosmetyczny , Blogger