L'OREAL PROFESSIONNEL: SZAMPON VITAMINO COLOR A OX, ODŻYWKA VITAMINO COLOR A OX - CZYLI PIELĘGNACJA WŁOSÓW FARBOWANYCH.

L'OREAL PROFESSIONNEL: SZAMPON VITAMINO COLOR A OX, ODŻYWKA VITAMINO COLOR A OX - CZYLI PIELĘGNACJA WŁOSÓW FARBOWANYCH.
Wiele razy wspominałam na blogu, że lubię profesjonalne kosmetyki, które najlepiej dyscyplinują moje farbowane i wysokoporowate włosy. Znam praktycznie wszystkie linie marki L'oreal Professionnel, a ostatnio skusiłam się na dedykowaną dla włosów farbowanych, której formuła i zapach uległy lekkiej zmianie. Czy była to metamorfoza na plus? O tym dowiecie się z dalszej części wpisu, więc serdecznie zapraszam do czytania.


SzamponVitamino Color A OX to kosmetyk o pięknym zapachu i przyjemnej konsystencji, która świetnie się pieni i otula dokładnie włosy. Zawiera w swoim składzie neohesperydynę, która działa antyoksydacyjnie i tokoferol oraz pantenol, które odpowiadają za ochronę farbowanych włosów. Szampon przede wszystkim świetnie oczyszcza i odświeża. Jest idealnym dopełnieniem odżywki lub maski z tej linii, które dedykowane są dla włosów farbowanych, potrzebujących blasku i ochrony UV. To jeden z lepszych szamponów, jeśli szukacie ochrony koloru i dokładnego oczyszczenia, bez mocnej ingerencji w strukturę włosa. Moim zdaniem ulepszenie formuły wyszło na plus i dlatego chętnie kupię kolejne opakowanie.

Odżywka Vitamino Color A OX posiada takie same składniki aktywne jak szampon, a jej konsystencję określiłabym jako średnio bogatą. Mimo to, dość dobrze rozprowadza się na włosach i z nich nie spływa. Jej zaletą jest absolutny brak obciążenia, przy jednoczesnym odżywieniu i nadaniu kosmykom subtelnego blasku. Odżywka w fajny sposób radzi sobie z moimi wymagającymi włosami i ewidentnie pielęgnuje ich kolor, ułatwia rozczesywanie i wygładza. Jest to kosmetyk lekki, ale skuteczny. Na koniec wystarczą dwie krople olejku Mythic Oil lub odżywki dwufazowej, aby fryzura prezentowała się ładnie i zdrowo. Lubię od czasu do czasu zamienić ciężkie maski, na lżejsze formuły, bo widzę, że to służy moim włosom, które są w coraz lepszym stanie.


Linia Vitamino Color należy do tych lżejszych, jeśli chodzi o regenerację i sprawdzi się najlepiej w przypadku farbowanych włosów. Piękne wydobywa blask i chroni kolor. Kosmetyki spełniły swoje zadanie w stu procentach i zdały egzamin lepiej niż poprzednia wersja. Szczerze je Wam polecam :)

Jestem ciekawa czy znacie produkty Vitamino Color? 
Co o nich sądzicie? A może inna linia jest Waszą ulubioną?

NIEKOSMETYCZNI ULUBIEŃCY MARCA: TOREBKA ORSAY, KOLCZYKI W.KRUK, BALERINY ARIELLA, TOREBKA MANGO, GRAFIKI.

NIEKOSMETYCZNI ULUBIEŃCY MARCA: TOREBKA ORSAY, KOLCZYKI W.KRUK, BALERINY ARIELLA, TOREBKA MANGO, GRAFIKI.
Lubię czytać tego typu wpisy na różnych blogach, dlatego postanowiłam rozpocząć cykl o niekosmetycznych ulubieńcach miesiąca. W każdym poście pokażę Wam rzeczy, które są godne uwagi i polecenia. Oczywiście zapraszam do dalszego czytania.


Chociaż temperatura nijak ma się do wiosennej aury, to i tak powoli zamieniam ciemne barwy na jasne. Zgrabną listonoszkę z regulowanym paskiem kupiłam w sklepie Orsay. Najpierw obejrzałam ją online i na szczęście na żywo mnie nie rozczarowała. Mimo niewielkich gabarytów, mieszczę w niej wszystko co niezbędne, a połączenie pastelowych kolorów z metalicznym niebieskim jest na żywo jeszcze ciekawsze niż na zdjęciu. Torebkę znajdziecie tutaj:LINK.Ostatnio moją kolekcję wzbogacił też model z Mango, który wyróżnia się piękną aplikacją z listkami, torebkę prezentowałam między innymi w tym wpisie: LINK.


Urocze kolczyki z pozłacanego srebra pochodzą z W.Kruk. Są niewielkie, ale efektowne. Uwielbiam minimalistyczną i ciekawą biżuterię na co dzień i ta marka jubilerska, należy absolutnie do moich ulubionych. Natomiast beżowe baleriny na lekkiej, białej koturnie to mój must have na Wiosnę. Są lekkie, cudownie wygodne i porządnie wykonane - takie buty stworzyłam dla Was i przy okazji dla siebie. Dostępne są w trzech kolorach: beż, pudrowy róż i czerń. Oto link do sklepu online: www.ariella.pl.

Szare lampki typu cotton balls, kupiłam za około dwadzieścia złotych w sklepie Pepco. Lubię tam wpaść od czasu do czasu, bo mają w swojej ofercie fajne dodatki do domu lub zdjęć w niskich cenach. Wspomnę też o pościeli, która pochodzi z Ikei. Podoba mi się ich wzornictwo, jakość i przystępna cena. Od kilku lat kupuję tam poszewki i innego typu tekstylia do sypialni i nigdy się nie zawiodłam. 


Jasno brązowa torebka pochodzi ze sklepu Mango. Można ją nosić jako kopertówkę lub listonoszkę. Jest płaska, ale dosyć pojemna. Podoba mi się faktura klapki i złote zapięcie. Niestety nie mogłam znaleźć jej w sklepie online, ale widziałam w aktualnej kolekcji kilka podobnych perełek. Zestaw ilustracji to autorskie grafiki Anity Tomala. Zimna kolorystyka i skandynawski design, idealnie współgra z wystrojem mojego salonu. Właśnie takich akcentów szukałam i w końcu znalazłam. Obrazy wydrukowane zostały na porządnym, profesjonalnym papierze, który idealnie oddaje tonację barw. Oprawiłam je w biały ramki ze szkłem i tak powieszone prezentują się naprawdę pięknie. 

W ostatnim miesiącu pojawiło się więcej niekosmetycznych ulubieńców, ale niestety nie jestem w stanie ich wszystkich umieścić w tym poście. Zachęcam do śledzenia konta na instagramie, gdzie staram się wrzucać na bieżąco nowe zdjęcia i różne informacje - INSTAGRAM.


 Jestem ciekawa czy coś wpadło Wam w oko? 
Dajcie mi znać w komentarzach :)


5x ROZCZAROWANIE - CZYLI KOSMETYKI, KTÓRE NIE SPRAWDZIŁY SIĘ.

5x ROZCZAROWANIE - CZYLI KOSMETYKI, KTÓRE NIE SPRAWDZIŁY SIĘ.
Najczęściej na blogu pojawiają się pozytywne wpisy, bo na szczęście moje kosmetyczne wybory są na ogół trafne. Pewnie jak każda kobieta, a tym bardziej blogerka, lubię sprawdzać i testować nieznane mi nowości, a co za tym idzie, pojawia się kilka małych lub większych rozczarowań. Dziś poznacie pięć produktów, którym zdecydowanie mówię nie. Serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu.


Krem do rąk i paznokci Cztery Pory Roku był mi dobrze znany w czasach liceum. Lubiłam praktycznie każdą wersję, a dodatkowym atutem była niska cena, dlatego gdy zobaczyłam w drogerii różową miniaturę, bez wahania wrzuciłam ją do koszyka. Jest to glicerynowy krem, o ładnym zapachu wiśni japońskiej. Zawiera w swoim składzie witaminę F i olejek canola. Na pierwszy rzut oka wszystko brzmi pięknie, ale jest jedno ale. Kosmetyk nie wchłania się całkowicie i pozostawia lepiącą warstwę, a dodatkowo mam wrażenie, że nie do końca radzi sobie z moimi wymagającymi dłońmi. Nie mogę napisać, że to bubel, ale na pewno nie kupię go ponownie, bo po prostu nie spełnił moich oczekiwań.


Lakiery hybrydowe marki Semilac, należą do moich ulubionych hybryd. Piękne kolory, łatwa aplikacja i trwałość, to ich główne atuty. Na jakiś czas zrezygnowałam z manicure utwardzanego w lampie i po kuracji serum marki Evree, które Wam szczerze polecam, postanowiłam sprawdzić klasyczną wersję moich ulubieńców. Pewnie domyślacie się, jakie było moje rozczarowanie, kiedy to na pierwszy rzut oka zachwycona kolorami, już tego samego dnia zobaczyłam odpryski. Faktycznie wystarczą dwie warstwy do całkowicie pokrycia płytki, a sama aplikacja nie sprawia trudności. Jeśli natomiast chodzi o trwałość to jestem nią bardzo rozczarowana. Nie ważne czy z bazą, czy top coat - manicure wykonany tymi lakierami jest w perfekcyjnym stanie maksymalnie jeden dzień, co skreśla moją dalszą przygodę z tymi produktami. Zanim to jednak nastąpiło, dałam im wiele szans, aplikując je starannie i na kilka sprawdzonych metod. Wiem, że wiele osób je chwali, więc może to wina mojej płytki, ale tak jak lubię hybrydę tej marki, tak klasycznym mówię absolutne nie.

Kolejnym rozczarowaniem jest Vaseline Lip Therapy Rosy Lips. To klasyczna wazelina w metalowym, zakręcanym opakowaniu. Myślałam, że będzie tak samo dobra jak wersja klasyczna, ale odżywienie ust jest chwilowe i dodatkowo drażni mnie jej sztuczny zapach. 


Kosmetyki marki Pantene nigdy nie należały do grona moich ulubieńców. Ostatnio jednak czytałam wiele pozytywnych recenzji i wpisów, więc postanowiłam sprawdzić produkty z najnowszej, odświeżonej wersji. Wybrałam odżywkę intensywnie regenerującą, która posiada ładny zapach i dość treściwą konsystencję. W trakcie spłukiwania kosmyki są niesamowicie śliskie, ale efekt odżywienia znika po wysuszeniu włosów. Zarówno na całej długości, jak i końcówkach nie widać u mnie żadnego efektu odżywienia. Ten stan rzeczy zmienić może tylko solidniejsza dawka olejku nabłyszczającego, który w większej ilości nadto obciąża włosy. Odżywka Pantene nie sprawdziła się i po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że kosmetyki tej marki nie są odpowiednie dla mnie.

Ostatnim rozczarowaniem jest Pianka Oczyszczająca Pory do mycia twarzy Under Twenty. Polubiłam kosmetyki w formie pianki, więc chętnie kupiłam ten produkt z zawartością 1% kwasu migdałowego, który w takiej ilości służy dobrze mojej wrażliwej i mieszanej cerze. Niestety pianka nadmiernie wysusza i co za tym idzie ściąga skórę. W trakcie delikatnego masażu wszystko przebiega przyjemnie, czuć odświeżenie i odtłuszczenie. Problem pojawia się po, kiedy to szybko trzeba wklepać emulsję, bądź krem łagodzący podrażnienia. Nie zauważyłam działania odblokowującego pory, ale najbardziej dyskwalifikuje ten kosmetyk nadmierny efekt wysuszenia. W moim przypadku najlepiej sprawdzają się produkty apteczne lub sprawdzonych marek, więc obecnie odstawiam wszelkie eksperymenty na bok, jeśli chodzi o kosmetyki do pielęgnacji twarzy.

Jestem ciekawa czy znacie, któryś z wyżej wymienionych produktów?
Jeśli tak, to chętnie poznam Wasze zdanie :) 


SYNCHROLINE: ROSACURE GEL HYDROAKTYWNY ROZTWÓR ŻELOWY, SENSICURE KREM-ŻEL.

SYNCHROLINE: ROSACURE GEL HYDROAKTYWNY ROZTWÓR ŻELOWY, SENSICURE KREM-ŻEL.
Myślałam, że pogoda sprawi nam miłą niespodziankę, ale dziś z samego rana padał śnieg. Na szczęście do Wiosny bliżej niż dalej i z tą myślą zaczęłam kolejny, dobry dzień. Drugi wpis w tym miesiącu dotyczyć będzie kosmetyków marki Synchroline, którą poznałam już jakiś czas temu i wywarła na mnie same pozytywne wrażenia. Jak było tym razem, dowiecie się czytając dalej, więc serdecznie zapraszam.


Rosacure Gel to hydroaktywny roztwór żelowy do oczyszczania skóry twarzy. Ta seria wyrobów medycznych jest przeznaczona dla skóry z trądzikiem różowatym i naczyniowej. Roztwór żelowy delikatnie i jednocześnie skutecznie oczyszcza skórę twarzy. Można go nanieść za pomocą nasączonego waciku, ale osobiście wolę aplikację dłońmi. Kosmetyk stosować można zarówno z wodą jak i bez. W składzie znajdziemy składniki aktywne takie jak: kwas poliglutaminowy, MsM, proteiny soi oraz kwas hialuronowy. Produkt nie zawiera parabenów ani dodatkowych substancji zapachowych. 

Faktycznie żel jest praktycznie bezzapachowy i łatwo rozprowadza się na twarzy, tworząc przy tym subtelną piankę. Uwielbiam jego działanie odświeżające, kojące i jednocześnie nawilżające, co jest rzadko spotykane w kosmetykach oczyszczających. Skóra twarzy po przemyciu żelem jest przyjemnie gładka i nie ma mowy o żadnych podrażnieniach czy zaczerwienieniu. W przypadku mojej wrażliwej cery sprawdzają się jedynie delikatne, ale i skuteczne kosmetyki do demakijażu i tutaj muszę przyznać, że marka Synchroline stanęła absolutnie na wysokości zadania.


Sensicure Krem - Żel to produkt dedykowany dla skóry nadwrażliwej i alergicznej.  Opakowanie to prosta, estetyczna tubka. Jest to kosmetyk bezzapachowy, o delikatnej, silikonowej konsystencji. Krem - żel bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia lepiącej warstwy. Działa przeciwzapalnie i łagodząco, co czuć od razu po aplikacji. Wyraźnie redukuje podrażnienia i przynosi ukojenie wrażliwej skórze. Posiada w swoim składzie składniki aktywne: MSM, ksylitol, kwas hialuronowy oraz ceramidy. 

Uwielbiam ten krem, przede wszystkim za intensywny efekt nawilżenia i wzmocnienie bariery ochronnej skóry. Szczególnie jest to widoczne w przypadku mojej nadwrażliwej cery, która szybka reaguje na rożne czynniki zewnętrzne. Kosmetyk idealnie współpracuje z podkładem i niweluje występowanie reakcji alergicznych. Właśnie takich produktów potrzebuje moja mieszana i wrażliwa skóra, która przy nieodpowiedniej pielęgnacji, od razu reaguje zaczerwienieniem i uczuciem pieczenia. Krem marki Synchroline zdał egzamin w stu procentach i śmiało go mogę polecić wszystkim posiadaczkom wybrednych i nadwrażliwych cer.

Jestem ciekawa czy znacie markę Synchroline? 
Jeśli tak to co o niej sądzicie? :)

BŁYSZCZYK DO UST MAC HUGGABLE GLASS LOVE BUZZ.

BŁYSZCZYK DO UST MAC HUGGABLE GLASS LOVE BUZZ.
Skoro już niedługo kalendarzowa Wiosna, to nie pozostało mi nic innego, jak pierwszy wpis marca rozpocząć kolorowym akcentem. Lubię kosmetyki Mac, szczególnie ich pomadki do ust, które zachwycają kolorami i są przede wszystkim trwałe. Mając same dobre wrażenia z tą marką, postanowiłam sprawdzić błyszczyk do ust w pięknym odcieniu o nazwie Love Buzz. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, to oczywiście zapraszam do dalszego czytania.


Lubię błyszczyki, bo dobrze sprawdzają się na moich nieproporcjonalnych ustach, świetnie wyrównując dysproporcje między górną, a dolną wargą. Znikają szybciej niż klasyczne pomadki, ale można je utrwalić, aby efekt lśniącej tafli nie zniknął po kilku minutach. 

Błyszczyk Huggable Glass posiada wygodny aplikator i zawiera w swoich składzie między innymi olejek jojoba, który faktycznie przyjemnie zmiękcza i odżywia skórę ust. Wybrałam kolor fuksji, bo fajnie ożywia twarz i podkreśla delikatny makijaż oka. Kosmetyk można aplikować warstwami, dlatego na zdjęciach poniżej kolor wtapia się w trend nude. Jest to zasługą nałożenia małej ilości produktu i dokładnego rozprowadzenia pędzelkiem. Większa ilość kosmetyku daje ładny, intensywny efekt soczystej fuksji. Jest to produkt dobrze napigmentowany. 

Jeśli chodzi o trwałość to na moich ustach takie specyfiki znikają bardzo szybko, więc tutaj kosmetyk Mac mnie pozytywnie zaskoczył. Znika z ust równomiernie i estetycznie, a widoczny kolor utrzymuje się do 2 godzin. Dzięki wygodnemu aplikatorowi z gąbeczką poprawki w ciągu dnia są szybkie i proste.


Jestem zadowolona z tego zakupu, bo to jeden z lepszych produktów do makijażu ust w formie błyszczyku, jaki miałam okazję sprawdzić. Podoba mi się solidne opakowanie, łatwa aplikacja, trwałość i piękny kolor. Jeśli lubicie błyszczące wykończenie w makijażu ust, to koniecznie przyjrzyjcie się bliżej temu kosmetykowi. Piękna gama kolorystyczna na pewno przypadnie Wam do gustu. 

Jestem ciekawa jak podoba się Wam ten kolor?
 Co sądzicie o kosmetykach kolorowych marki MAC? :)

BIBUŁKI MATUJĄCE DO TWARZY NOVACLEAR OIL ABSORBING TISSUES.

BIBUŁKI MATUJĄCE DO TWARZY NOVACLEAR OIL ABSORBING TISSUES.
W dzisiejszy wpisie przedstawię Wam kosmetyczny gadżet, o którym nie zapominam  w okresie letnim. Dobrze jest mieć go w torebce, bo zapewnia szybki efekt matowej i świeżej skóry. Jeśli posiadacie cerę tłustą lub mieszaną, to koniecznie przejdźcie do dalszej części wpisu, serdecznie zapraszam.


Doskonale wiem, że  przypadku skóry tłustej i mieszanej, często nie wystarczy sama poprawka makijażu w ciągu dnia, czyli przypudrowanie problematycznej strefy T. Szczególnie latem, kiedy to słońce i co za tym idzie upał, dają o sobie znać naszej cerze i za nic nie pomaga matujący podkład czy krem. Z pomocą przychodzą wtedy bibułki matujące, których głównych zadaniem jest usunięcie nadmiaru sebum i zmatowanie skóry. Produkt marki Novaclear jest przede wszystkim delikatny i skuteczny. Nie narusza makijażu i w przypadku mojej mieszanej cery nie zauważyłam nadmiernego wysuszenia.

Wystarczy wyjąć z płaskiego opakowania jedną sztukę i przyłożyć na kilka sekund do kłopotliwych miejsc na twarzy. Dopiero wtedy zabieram się za utrwalenie makijażu pudrem sypkim lub jeśli efekt mnie zadowala, odpuszczam aplikację nowej warstwy kosmetyku. Bibułki praktycznie nie zajmują miejsca w torebce, a dają świetny efekt świeżej i dobrze wyglądającej skóry. Najlepiej wspominam te z Inglota, Shiseido i moje ostatnie odkrycie czyli Novaclear, które znajdziecie między innymi tutaj - www.diagnosis.pl. 

Przyznam, że ograniczam ilość kosmetyków i rożnych rzeczy  w mojej torebce do minimum, ale nie sposób jest nie docenić pozytywnego działania bibułek matujących, które mimo niewielkich gabarytów, w szybki sposób matują i pomagają ujarzmić w ciągu dnia problematyczną cerę.

Jestem ciekawa czy używacie bibułek? 
Jeśli tak, to koniecznie polećcie mi Wasze ulubione :)

ULUBIONE DROGERYJNE BALSAMY DO CIAŁA: ISANA MLECZKO DO CIAŁA Z OLEJEM ARGANOWYM I OLEJEM MIGDAŁOWYM, NEUTROGENA ODŻYWCZA EMULSJA DO CIAŁA Z MALINĄ NORDYCKĄ.

ULUBIONE DROGERYJNE BALSAMY DO CIAŁA: ISANA MLECZKO DO CIAŁA Z OLEJEM ARGANOWYM I OLEJEM MIGDAŁOWYM, NEUTROGENA ODŻYWCZA EMULSJA DO CIAŁA Z MALINĄ NORDYCKĄ.
Balsamy, mleczka czy olejki do ciała, stanowią bazę mojej codziennej pielęgnacji. Przynajmniej raz dziennie stosuję tego typu nawilżacze, których głównym zadaniem jest odżywienie i nawilżenie skóry ciała. Wybieram kosmetyki kojące i niewywołujące podrażnień. Chętnie wracam do tych, które spełniają moje oczekiwania w stu procentach. Dziś przedstawię Wam dwa balsamy drogeryjne, które zdały egzamin pozytywnie i są godne polecenia. Serdecznie zapraszam do dalszego czytania. 


Isana mleczko do ciała z olejem arganowym i olejem migdałowym to nowość w drogerii Rossmann. Z doświadczenia wiem, że oba oleje służą mojej skórze, więc chętnie wrzuciłam do koszyka ten produkt, który dedykowany jest do skóry bardzo suchej. W jego składzie znajdziemy również masło shea i glicerynę. Mleczko zostało zamknięte w wygodnej, miękkiej tubie i posiada delikatną, łatwo rozprowadzającą się konsystencje, która momentalnie wchłania się w skórę.

Mleczko przede wszystkim świetnie nawilża i zmiękcza. Posiada przyjemny, delikatny zapach, który nie powinien podrażnić nawet wrażliwego nosa. Perfekcyjnie łagodzi podrażnienia i można je śmiało stosować od razu po depilacji. Dodatkowym atutem kosmetyku jest jego wydajność i cena, za 200ml zapłaciłam około 9zł. Mam nadzieję, że mleczko zagości na półkach Rossmanna na stałe, bo chętnie kupię kolejne opakowanie. Świetnie sprawdzi się także jako letni nawilżacz, bo solidnie dba o skórę i całkowicie się wchłania. Myślę, że to dobry znak, aby poznać inne kosmetyki tej marki.


Neutrogena odżywcza emulsja do ciała z maliną nordycką, to kosmetyk do którego chętnie co jakiś czas wracam. Tak jak w przypadku wyżej opisanego mleczka, dedykowana jest dla skóry suchej i wrażliwej. Podoba mi się specyficzny, orzeźwiający zapach emulsji i nietłusta, dobrze wchłaniająca się konsystencja. Produkt przyjemnie nawilża, odpowiednio odżywia i co najważniejsze nie wywołuje podrażnień. To co wyróżnia ten kosmetyk na tle innych to efekt na skórze, która po aplikacji wygląda po prostu zdrowo - mimo braku drobinek nazwać to można lekkim ,,glow''. Poziom nawilżenia skóry w moim odczuciu jest odrobinę mniejszy niż w przypadku mleczka Isany, ale wystarczający jeśli chodzi o poranną pielęgnację, do której przede wszystkim służy mi ta odżywcza emulsja z maliną nordycką.

Lżejsze nawilżacze w postaci balsamów i mleczek do ciała lubię stosować Wiosną i Latem, albo po prostu z samego rana, kiedy to nie mam czasu i najważniejszą zaletą obok samego działania, jest szybkie wchłanianie się produktu. Oba kosmetyki w tej roli sprawdzają się rewelacyjnie i absolutnie je Wam polecam. Jestem ciekawa Waszego zdania na temat tych produktów. A może polecicie mi inne, godne uwagi kosmetyki tych marek? :)

Copyright © 2016 BeautyandChoice - blog kosmetyczny , Blogger